Tokarczuk i AI

Tokarczuk i AI, czyli zabawna historia o tym, jak noblistka stanęła pod ostrzałem w sieci

Olga Tokarczuk pochwaliła się niedawno, że do pisania swojej ostatniej powieści używa sztucznej inteligencji. W wywiadzie na kongresie Impact’26 powiedziała wprost, że „wykupiła sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywa w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne”. Ale to nie wszystko. Teraz nagle wszyscy krytykują! Nagle tyle głosów, że nasza noblistka to wcale ładnie nie pisze. Nagle okazuje się, że wcale nie ma tylu fanów swoich dzieł… Jak to było? Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko…

Autorka z rozbrajającą szczerością ujawniała, że podczas pracy „rzuca maszynie pomysł do analizy z prośbą: kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”, a sztuczna inteligencja służy jej jak asystent, pomocnik w poszukiwaniu faktów czy klimatu sceny.

Dość powiedzieć, że Tokarczuk z rozbawieniem opowiadała o zabawnych „halucynacjach” AI – jak sugestia zespołu „Golec Łorkiestra” zamiast „Golec Orkiestra” – i tłumaczyła, że traktuje to narzędzie jak towarzyszkę do kreatywnego przemyślenia fabuły. Słowem: noblistka nie wstydzi się używać najnowszych zdobyczy techniki i mówi o tym otwarcie. A o Impact’26 TUTAJ.

Internauci i bookstagramowcy w natarciu

Jak łatwo zgadnąć, takie wyznanie nie przeszło bez echa. W Internecie rozpętało się prawdziwe piekło komentarzy. Zwłaszcza wśród części czytelników i bookstagramerów zaczęto mówić, że Tokarczuk straciła wszelką wiarygodność jako pisarka. W komentarzach roi się od stwierdzeń, że autorka „sprzedaje się dla łatwych rozwiązań” czy że „używanie AI to już przesada”.

Jeden z użytkowników na Reddita napisał nawet: „Przeczytałem kilka książek Olgi Tokarczuk i jak tylko usłyszałem o tym wywiadzie to wzięło mnie jakieś obrzydzenie”. Inny zawistnik podsumował to perfidnie: „Po przeczytaniu jej mowy noblowskiej myślałem, że ta osobowość szorowała po dnie. Widocznie teraz przebiła się do piwnicy”.

Takie komentarze – pełne jadu i wulgaryzmów („kurwa, kobieto…”) – robią wrażenie internacjonalistycznego hejtu, w którym każdy, kto nie jest zachwycony Tokarczuk, walnął kilka grubych słów o „noblistce bez talentu”. Słychać głosy, że „nie jest wiarygodna”, że „pewnie od dawna nie pisała własnym piórem”, a nawet, że „to wreszcie ktoś ją rozumie” – żartobliwie uzasadniając używanie AI (to mnie akurat bardzo rozbawiło).

Krytycy kontra obrońcy: narzędzie czy zdrada ideału?

W tej burzy nie zabrakło oczywiście twardych opinii. Krytycy mówią jednym głosem: używanie AI to zdrada czystej literatury, dowód na brak talentu i na to, że noblistka nie ma „wszystkich klepek”. Dla wielu jest to sygnał, że „skoro AI pisze lepiej”, to Tokarczuk w ogóle nie ma nic do roboty.

Tymczasem zwolennicy pisarki tłumaczą, że jej podejście jest całkowicie racjonalne – AI to tylko kolejny „zamiennik wyszukiwarki czy notatnika”. Jak ktoś na forum słusznie zauważył: „to przykład sensownego użycia AI przez pisarza… AI jako wyszukiwarka i punkt wyjścia do researchu – niewiele się to różni od skopiowania pierwszego tytułu z Wikipedii”.

Inny użytkownik przypomniał, że nawet dawniej pisarze korzystali z wszelkich narzędzi (wujek Google, słowniki, translator itp.), a przecież nie skreślono ich za to. Dlaczego więc złorzeczyć na „roboty”, skoro to wciąż on jest kreatorem fabuły? Wszystko zależy – jak mówią – od autora, nie od maszyny. W literaturze zawsze byli „lepsi i gorsi”, a przejście na AI nie zmienia faktu, że to wciąż ludzkie pomysły determinują jakość.

Część obrońców wskazuje też, że trudno oczekiwać od pisarza codziennej lektury wszystkich encyklopedii świata. Jeśli AI podpowie Muzykę do tanga czy zwyczaj tańców z epoki, to może to przyspieszyć pracę – autor nadal decyduje, co zostawi w książce, a co odrzuci.

Tak jak w przypadku pionierskich urządzeń – piór elektrycznych, maszyn do pisania czy komputerów – ostatecznie najważniejsze są ludzkie decyzje i talent. „Tragiczne powstanie AI” przepowiadane przez niektórych okazuje się więc raczej literacką fikcją, niż faktem.

Choć rzecz jasna obawy o autentyczność własnego głosu są dla wielu pisarzy realne – i to nie tylko w Polsce. Jak zauważają redaktorzy Spider’s Web, kiedy polscy autorzy odkryli fragmenty swoich tekstów „zmielone” przez modele językowe, wielu poczuło się złupionych i obawiało utraty unikalności pisania.

Właśnie tej obawy niektórzy krytycy też się chwytają zakładając, że AI to koniec indywidualnej sztuki. Ale czy naprawdę? Przykłady z branży sugerują, że wspomniany strach jest równie przesadzony jak piekłoseńskiego skryptu z filmu sci-fi.

Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko…

Cały ten skandal aż dziwnie kojarzy się mnie z tytułem polecanego przez bookstagramerów reportażu Omara El Akkada „Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko”. To w końcu historia dziennikarska o tym, jak różne głosy (zwłaszcza poza głównym dyskursem) są konsekwentnie lekceważone lub nawet zwalczane przez grupy mające władzę.

Książka opisywana jest jako „bolesne dojście do prawdy, książka-oskarżenie i pisany z bólem serca list o rozstaniu z Zachodem”. Trudno tego nie odnieść do naszych czasów (oczywiście patrząc z szerszej perspektywy przesłania książki El Akkada): noblistka rzuca wyzwanie polskiej i zachodniej opinii publicznej swoimi słowami o AI, a zaraz zaczyna się koszmarny transparentny spacerek hejtu.

W tym sensie można ironicznie powiedzieć, że Internet naprawdę postanowił udowodnić tezę Akkada – wszyscy nagle przeciw niej stanęli. Z drugiej strony – czy nie wszyscy w Internecie skaczą na jakikolwiek pretekst, żeby się nawzajem podjudzić?

Przypomina się więc, że utytułowani intelektualiści z Zachodu i Wschodu regularnie są potem opluwani w polskojęzycznych mediach, jeśli tylko się „odkryją” w temacie kontrowersyjnym.

Nie pierwszy raz widzimy, że każdy, kto choć troszkę się wyróżni, ginie w gromie krytyki – jakby wszyscy zawsze byli przeciwko.

Pisarz, AI i ja

Całą tę aferę oceniam pobłażliwie. Nie jestem Tokarczuk wielkim fanem – mówiąc szczerze, po dwóch stronach jednej z książek odpuściłam (ale spróbowałam, no bo jak nie czytać noblistki swojej własnej Ojczyzny? Jej książki trafiły więc na stos pt. „do przeczytania kiedyś, bo trzeba”). Więc nie płakałam, gdy dowiedziałam się o AI. O wiele bardziej zainteresowały mnie reakcje wszystkich specjalistów, bookstagramerów i w ogóle cała otoczka tej „sprawy”.

Ale naprawdę – nagle jest tylu przeciwników jej twórczości? Do tej pory widziałam (prawie) same ohy i ahy (ale może patrzyłam w złym miejscu). Czy przed AI ludzie nie używali tłumacza Google albo wyszukiwarki? Jeśli chcemy, by literatura była „czysta”, to już dawno winniśmy zamknąć wyszukiwarki i biblioteki. To, co robi AI, robiło wiele ludzi do tej pory – tylko wolniej. AI przyśpieszyło niektóre procesy (przecież świat pędzi coraz bardziej, teraz dziwimy się, że ten pośpiech wszedł – tak, już wszedł! – na rynek książki…? Naprawdę?), w tym te twórcze. Czy to dobrze? Czy to źle?

Żyjemy w epoce, gdzie narzędzia komputerowe to codzienność. Cokolwiek Tokarczuk robi z maszyną – jej pomysł, jej fabuła, jej świat – i tak w dużej mierze zależy od niej. Być może sprawniej dzięki AI pcha pomysły do przodu, ale to nadal ona decyduje, które słowa wypuści w świat.

Z drugiej strony, nie sposób nie uśmiechnąć się z politowaniem czytając o tym, że „ulubiona noblistka teraz kurwa kłamie”. Internet ma to do siebie, że lubi zrzucać się do kupy na każdego, kto choć odrobinę się wyróżnia.

A czy ja się boję, że ChatGPT wygryzie mnie w pisaniu? Tworzeniu? A może zabije moją kreatywność? Bez jaj…

Na razie każdy widzi, że to wciąż ludzie stoją za literaturą (na razie, i w zdecydowanej większości), a maszyny są tylko „asystentem głupiego pisarza” (jak by powiedział Chuck Palahniuk). Jeśli ludzie naprawdę odwrócą się teraz od noblistki, to trudno. Codziennie czytają posty wygenerowane przez AI na Facebooku, ale nie mają o tym nawet pojęcia (szacuje się już, że treści wygenerowanych przez AI jest w Internecie więcej, niż tych napisanych przez człowieka). Z AI korzystają muzea, instytucje kultury, pamięci, instytucje państwowe…!

Czy dobra książka to wciąż gwarancja oryginalnych pomysłów autora, a nie algorytmu?

Prawda jest taka, że kontrowersja się rozpłynie (jak zawsze), a AI zostanie. Można na nią bluzgać, można się bać, ale lepiej chyba uderzyć się w pierś i przyznać, że technologia idzie naprzód. Jeśli szanowna noblistka czuje, że dzięki AI wypchnie horyzont swojej powieści dalej – nie widzę w tym nic zdrożnego. Przecież nie muszę tego czytać, prawda?

Zróbmy tak: poczekajmy na książkę. Jeśli okaże się żenującą paplaniną wyplutą przez ChatGPT, to przyznam się do wycofania wszystkich powyższych. Sprawdzę, książkę Tokarczuk przeczytam (for the plot, ale tak zewnętrznie). Tak czy inaczej – wolę, żeby to ona siedziała przy maszynie i ganiała AI, niż jakikolwiek perfidny bot czytał za mnie ten cyrk.

Bardzo lubię podejście interdyscyplinarne do róznych projektów. I bardzo lubię słuchać (czytać) o perspektywie kogoś z zupełnie innej dziedziny. Teraz każdy wypowiada się na temat Olgi Tokarczuk i AI. I bardzo podoba mi się perspektywa Konrada Skotnickiego (doktor z tiktoka) – ani się z nią zgadzam, ani popieram – po prostu: jest ciekawa i odświeżająca. I myślę, że to fajne zakończenie tematu (czy też początek nowej dyskusji):


PS Tokarczuk powiedziała głośno, szczerze i wprost, że korzysta z pomocy AI, więc zrobiła się burza. Jak sądzisz, ilu twórców nie potrafiłoby się do tego przyznać? Ba, ilu twórców nigdy się nie przyzna, za to ohoczo, po cichu z pomocy AI samemu korzysta, jednocześnie głośno krytykując tych, którzy się z tym nie kryją?


Źródła: 

  • Cyrny Wiktor, Olga Tokarczuk zapowiada ostatnią powieść w karierze: „Pisanie długich opowieści jest dziś ekonomicznie nieopłacalne”, My Company Polska [dostęp: 19.05.2026].
  • Wątek na Reddit’ie, Noblistka Olga Tokarczuk przyznaje się do używania AI XD, [dostęp: 19.05.2026].
  • Wojtaszczyk Jakub, Marek Szymaniak, A co jeśli ChatGPT pisze lepiej od Olgi Tokarczuk?, Spider’s Web [dostęp: 19.05.2026].

Fot. Miałam przez chwilę dziką fantazję, aby poprosić AI o stworzenie obrazu z podobizną naszej noblistki, która siedzi przed komputerem i rozmawia z chatem niczym z najlepszą kumpelą. Myślę jednak, że byłoby to niesmaczne. Jest więc fotografia poglądowa, czyli Olga Tokarczuk na Targach Książki we Frankfurcie w 2019 roku. Fotografia przerobiona, ale w Canvie, nie przez AI (filtr Zmierzch, dla dodania trochę dramaturgii tej historii)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.