Dzieci jako kuratorzy Polski sektor muzealny nadal boi się oddać kontrolę

Dzieci jako kuratorzy? Polski sektor muzealny nadal boi się oddać kontrolę

Polskie muzea nadal świetnie potrafią opowiadać historie. Znacznie gorzej radzą sobie z oddawaniem głosu ludziom, którzy mają ich słuchać. Pojedyncze projekty realizowane m.in. w Warszawie, Łodzi czy Wrocławiu pokazują, że współtworzenie wystaw muzealnych przez dzieci zmienia nie tylko samą ekspozycję, ale również sposób myślenia instytucji o publiczności. Dzieci wybierają eksponaty, tworzą narracje, projektują oprowadzania i zaczynają traktować muzeum jak przestrzeń, do której naprawdę mają prawo.

Przez lata polskie instytucje kultury budowały model oparty na eksperckości. Kurator mówił, publiczność słuchała. Edukacja funkcjonowała obok głównej narracji, często jako osobny dział odpowiedzialny za „obsługę widza”, a konsultacje społeczne kończyły się raportem do grantodawcy. Wiele muzeów nadal mówi o otwartości językiem strategii i prezentacji projektowych, dużo rzadziej przekładając te deklaracje na realny wpływ odbiorców na opowieść.

Zmiana jednak już się zaczęła. Młoda publiczność coraz wyraźniej pokazuje, że nie interesuje jej wyłącznie bierne uczestnictwo. Chce współdecydować, interpretować, zadawać pytania i sprawdzać, czy w muzealnej narracji znajduje się miejsce również dla jej doświadczeń. Właśnie dlatego partycypacja w muzeach przestaje być dodatkiem do programu edukacyjnego. Coraz częściej staje się testem gotowości instytucji do oddania części kontroli.

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej przykładów, że oddanie części kontroli nad wystawą młodej publiczności przynosi korzyści zarówno dzieciom, jak i muzeum. Projekty partycypacyjne pokazują, że współtworzenie wystaw muzealnych przez dzieci nie jest jedynie ciekawostką edukacyjną, lecz impulsem do głębokich zmian w instytucjach.

Dzieci jako kuratorzy wybierają eksponaty, wymyślały narracje, aranżowały sale i tworzyły treści wystawy. Czy to nie wspaniały pomysł? Ale są też obawy ze strony muzeów (ryzyko obniżenia poziomu, chaos, logistykę finansową)

ALE, gdy dzieci mają realny głos, partycypacja w muzeach często prowadzi do bardziej autentycznej, emocjonalnej i zapadającej w pamięć wystawy. Najważniejsze efekty pojawiły się wtedy, gdy dzieci zaczęły zachowywać się, jakby muzeum naprawdę należało także do nich.

Polski model muzeum – ekspert mądrzejszy niż publiczność?

W Polsce nadal dominuje model „muzeum eksperckiego”: to kuratorzy tworzą narrację odgórnie, a dział edukacji traktuje się jako dodatek. Konsultacje społeczne często kończą się formalnościami, a hasło „otwartość” bywa wyłącznie sloganem w dokumentach projektów.

W efekcie wiele projektów partycypacyjnych traktowanych jest jako jednorazowe testy. Ich skala jest ograniczona, a wpływ na instytucję krótkotrwały. Jak wskazuje badacz Katarzyna Jagodzińska, większość realizowanych projektów ma charakter jednorazowy, więc wiedza i doświadczenia z udziału publiczności znikają wraz z autorami projektu.

W takiej rzeczywistości nawet deklarowana partycypacja w muzeach rzadko prowadzi do realnej zmiany podejścia do narracji. Wiele placówek ciągle obawia się straty kontroli nad historią, mimo że oczekiwania zwiedzających (zwłaszcza młodych) wyraźnie się zmieniły.

Dziecko w muzeum nadal ma głównie słuchać

Tradycyjnie w polskich muzeach dzieci traktowane są głównie jak odbiorcy edukacji: chodzą na warsztaty artystyczne, biorą udział w grach muzealnych, ale nie mają decydującego głosu w treści ekspozycji.

Rzadko kiedy dzieci układają własne wystawy czy wpływają na główny przekaz narracji. Tymczasem istnieją projekty, które pokazują wyraźnie odwrotny kierunek. Przykładowo w MNW projekt „W Muzeum wszystko wolno” zaangażował 69 dzieci (6–14 lat) podzielonych na 6 zespołów kuratorskich.

Przez pół roku, podczas cotygodniowych czterogodzinnych warsztatów, same wybierały eksponaty z magazynów (blisko 300 obiektów), opracowały koncepcję multimedialną i scenografię, zaprojektowały materiały edukacyjne i oprowadzenia audiowizualne, a nawet nagrały audioprzewodniki.

5-letni plan współpracy z dziećmi - muzeum

Jak mówią młodzi kuratorzy, oni odnaleźli i uwolnili [dzieła] z muzealnych magazynów – sięgnęli do kolekcji, której dorośli często nie zauważają. Nie ograniczyli się do roli warsztatowych „podopiecznych”; nadawali wystawie kształt i głos.

Podobnie w Łodzi 7 dzieci (8–14 lat) w projekcie Ziemia (P)oddana” wcieliło się w kuratorów i artystów: sami wybrali główne tematy ekspozycji o relacji człowieka i przyrody i pracowali nad całą koncepcją wystawy. Każdy zespół kuratorów ustalił treść ekspozycji, a muzeum towarzyszyło im jako partner, nie dyktator.

Dziecko w muzeum nie powinno już tylko siedzieć i słuchać – ma prawo współtworzyć opowieść.

Relacja ważniejsza od wystawy

Najważniejszy wniosek z opisywanych projektów jest taki, że wystawa była raczej efektem długofalowych relacji niż głównym celem. W MNW dzieci przez wiele miesięcy poznawały kolekcję, dzieliły się wrażeniami i dopiero potem wspólnie z kustoszami układały wystawę.

W Łodzi zaczęli od wymyślenia tematu podczas warsztatów i w trakcie pracy „na żywo” koncept się rozwijał – jak wspomina koordynatorka Magdalena Gonera, początkowy plan trzeba było potem całkowicie zaktualizować, bo „kiedy dzieci przyszły, stwierdziły, że chcą zupełnie czegoś innego”.

Wysiłek skupił się na budowaniu partnerstwa: muzeum ustąpiło pola, za to dzieci dawały rzeczywistą wiedzę o swoich zainteresowaniach. W efekcie instytucja też się zmieniała – wprowadzono dokumentację procesu (filmy, fotografie, raporty) i przekazano część zarządzania zespołowi projektowemu spoza standardowej struktury.

Tymczasem większość polskich muzeów wciąż podchodzi do współpracy projektowo-krótko­terminowo. Traktują partycypację jak pojedyncze zlecenie. Zrobić coś na czas wystawy, a potem wraca stary porządek. Tymczasem społecznego zaangażowania nie da się zamknąć w jednym semestrze: jest ono procesem przebiegającym poza harmonogramami grantów.

Zastępowanie wieloletniej relacji chwilową akcją rzadko przynosi trwały efekt. Warto pamiętać: większość projektów zmienia przede wszystkim ludzi, nie instytucje. Kiedy oni odchodzą, doświadczenie znika z muzeum. W tych projektach wystawa była skutkiem relacji – a nie odwrotnie.

Oddanie głosu nie oznacza utraty jakości

Czy oddanie głosu dzieciom nie obniży poziomu wystawy? Doświadczenia mówią, że wręcz przeciwnie. Wolność twórcza młodych kuratorów zaowocowała autentyczną, wielowarstwową narracją. W MNW powstały zaskakujące zestawienia dzieł z różnych epok, które ilustrują dziecięce wizje i uczucia.

Jak podkreśla A. Morawińska, tylko dzieci pozwoliły sobie na łączenie dzieł w sposób, o jakim dorosłym by się nawet nie śniło. Wystawa dzięki nim wyszła inna niż wszystko wcześniej. Młodzi uczestnicy mówią, że pragną, by wizyta w muzeum była przygodą i wywoływała emocje.

Budując ekspozycję, chcieli „zarazić uczuciami” i zaangażować wyobraźnię zwiedzającego. Obawy o chaos okazały się więc przesadne: nad inscenizacją czuwały zespoły edukatorów i artystów. Projekt pokazał, że otwarcie na dziecięcą perspektywę nie spowodowało „spłycenia” przekazu, lecz dodało mu świeżości. Narracja stała się bardziej ekspresyjna i zapadająca w pamięć.

Nie znalazłam żadnego przypadku, gdzie wpuszczenie dzieci dało zły efekt artystyczny. Wręcz przeciwnie. Wiele prac wywołało zachwyt, nawet kuratorów. Na przykład w wystawie warszawskiej wiele obiektów nigdy wcześniej nie było pokazywanych publicznie; a jedna z kuratorek dodaje, że przekaz uzupełniały zaszyfrowane informacje i zadania, dzięki którym odbiorca mógł odkrywać znaczenia samodzielnie. Wszystkie te elementy dowodzą, że partycypacja w muzeach często zmienia się język wystawy na bardziej przyjazny, narracyjny i pogłębiony doświadczeniem dzieci.

Oddanie głosu publiczności – nawet tej najmłodszej – nie obniża poziomu wystawy. Często prowadzi do bardziej autentycznej i emocjonalnej narracji.

Muzeum przyszłości bardziej przypomina partnerstwo niż świątynię wiedzy

Skąd bierze się ta zmiana paradygmatu? Świat się zmienia, a wraz z nim oczekiwania odbiorców. Jagodzińska przypomina, że realizacja projektów partycypacyjnych pokazuje: w muzeum można nie tylko odbierać, ale i współtworzyć.

Coraz częściej słyszymy, że „muzeum otwiera się na publiczność”. W XXI wieku pozycja zwiedzającego nigdy nie była tak silna, jak dzisiaj. Coraz rzadziej wystarczy mu gotowa opowieść. Chce sprawdzić, czy w tej narracji jest miejsce na jego język i doświadczenia. Rewolucja zaczyna się więc od gotowości instytucji do partnerstwa: współpracy z lokalną społecznością, dzielenia się planami i wspólnego wypracowywania opowieści. To właśnie włączenie dzieci i młodzieży do kuratorskiej pracy daje poczucie wspólnej pamięci i przynależności do miejsca.

Publiczność coraz rzadziej chce wyłącznie oglądać narrację przygotowaną przez instytucję. Coraz częściej chce sprawdzić, czy w tej narracji jest miejsce także dla jej doświadczenia, języka i pamięci.

Aby uczynić partycypację z dziećmi trwałym elementem strategii, muzea mogą np.:

  • Określić cel i kontekst projektu: zanim rozpoczną rekrutację, jasno wyznaczyć wspólny temat wystawy i cele edukacyjne, które dzieci mają współkształtować.
  • Zabezpieczyć finansowanie i zasoby: przygotować budżet na warsztaty, materiały i koordynację – stabilne finansowanie (granty, sponsoring) to podstawa ciągłości.
  • Zaprosić i przeszkolić zespół: powierzyć koordynację doświadczonym edukatorom i kuratorom otwartym na eksperymenty; przeszkolić ich w pracy z dziećmi i młodzieżą.
  • Zaplanować rekrutację: dotrzeć do różnych grup dzieci (szkoły, rodziny, organizacje) i jasno komunikować, czego od nich oczekujemy (forma zgłoszeń, wymagania wiekowe).
  • Przeprowadzić warsztaty i konsultacje: organizować warsztaty, spotkania konsultacyjne i dyskusje warsztatowe, podczas których dzieci poznać kolekcję, dyskutują pomysły i stopniowo przejmują inicjatywę.
  • Dokumentować proces: rejestrować przebieg działań (zdjęcia, filmiki, notatki). Raporty czy materiały na stronę internetową pomagają budować zaufanie i uczyć z doświadczeń.
  • Zaplanować ewaluację: na zakończenie spotkać się z dziećmi i zespołem, podsumować efekty, zebrać opinie (ankiety, wywiady), żeby udoskonalić metody na przyszłość.
  • Dbać o ciągłość: jeśli program się sprawdzi, kontynuować go w kolejnych latach. Warto zbudować np. stałą grupę młodych kuratorów lub klub muzealny, co utrwali relacje i wiedzę w instytucji.
etapy projektu partycypacyjnego grafika

Partycypacja w muzeach zmienia instytucje. Czy dzieci jako kuratorzy staną się nowym standardem?

Przykłady z Warszawy, Łodzi czy Wrocławia pokazują, że odważne oddanie głosu dzieciom może odmienić muzeum w kierunku większej autentyczności i zaangażowania. Wprowadzanie udziału młodych kuratorów obala wiele stereotypów o obniżeniu poziomu ekspozycji. Wręcz przeciwnie! W tych projektach wystawy zyskały emocjonalną głębię i unikalność.

Najciekawsza rzecz w całym projekcie nie wydarzyła się na ścianach galerii. Wydarzyła się w momencie, gdy dzieci zaczęły zachowywać się tak, jakby muzeum naprawdę należało również do nich.


Wybrane źródła:

  • Jagodzińska Katarzyna, Partycypacja publiczności w polskich muzeach, DOI: 10.5604/01.3001.0015.1742
  • Mówi obraz | Rozpoczynamy nabór dziecięcych kuratorów wystawy, Muzeum Narodowe w Lublinie [dostęp: 29.04.2026].
  • Muzeum można współtworzyć, MUZEON [dostęp: 29.04.2026].
  • Wiśniewska Matylda, Obieg po sztuce współczesnej #12, OBIEG [dostęp: 29.04.2026].
  • „W Muzeum wszystko wolno”. Wystawa przygotowana przez dzieci, MNW [dostęp: 29.04.2026].
  • Ziemia (P)oddana, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi [dostęp: 29.04.2026].

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.