Domena publiczna 2026 – co weszło, a gdzie czyhają miny?
W UE uwolnił się rocznik 1955, a w USA rocznik publikacji 1930. Domena publiczna w 2026 roku oznacza więc dwa różne koszyki tytułów, dwie logiki doboru i dwie listy „głośnych” nazwisk, które nagle stają się wydawniczo wykonalne bez licencji.
Jeśli ktoś czekał na moment, w którym bez negocjacji z agentami będzie można sięgnąć po Thomasa Manna, Wallace’a Stevensa, Paula Claudela, Jamesa Agee, Dale’a Carnegiego czy Lucynę Krzemieniecką, to ten moment właśnie nadszedł. Rok 2026 otworzył też dostęp do pism Alberta Einsteina, José Ortegi y Gasseta i Hermanna Weyla, a w tle pojawiają się nazwiska, które mogą pracować na okładkach i w ikonografii, jak Fernand Léger czy Jerzy Kossak.
Równolegle, po drugiej stronie Atlantyku, do domeny weszły książki opublikowane w 1930 roku: Faulkner, Christie, Hammett, Hughes, Waugh, Ransome. Nie wszystkie są wolne w Europie, ale wszystkie kształtują globalny obieg klasyki i wpływają na to, co dziś uznaje się za „kanon w ruchu”.
W skrócie
- W 2026 domena publiczna „dzieje się” równolegle w dwóch systemach: w UE liczy się śmierć twórcy (życie + 70), w USA dla wielu starszych publikacji kluczowa jest data wydania (95 lat).
- W Polsce i całej UE od 1 stycznia 2026 wolne są utwory twórców zmarłych w 1955 – stąd realnie otwierają się nazwiska typu Thomas Mann, Wallace Stevens, Paul Claudel, James Agee, Dale Carnegie, Lucyna Krzemieniecka, a także teksty m.in. Alberta Einsteina, José Ortegi y Gasseta, Hermanna Weyla.
- Wejście do domeny nie oznacza, że można wszystko: tłumaczenia, ilustracje, wstępy, przypisy, opracowania mają własnych autorów i własne terminy ochrony – możesz mieć wolny oryginał i jednocześnie „zablokowaną” wersję, którą wszyscy znają.
- To, że coś jest w domenie w USA (np. część tytułów z 1930), nie daje automatycznie prawa do wydania w Polsce – tu rządzi polska/UE reguła i daty zgonu twórców.
Czym jest domena publiczna i jak liczy się czas ochrony?
Domena publiczna to zbiór utworów, które nie są (już) objęte majątkowymi prawami autorskimi. Można je swobodnie wydawać, kopiować, tłumaczyć, adaptować, nie pytając nikogo o zgodę ani nie płacąc licencji.
Kiedy utwór trafia do domeny publicznej? Zależy to od przepisów obowiązujących w danym kraju. W Polsce (a ogólnie w Unii Europejskiej) podstawową regułą jest „życie + 70 lat”. A więc twór chroniony jest przez całe życie twórcy i 70 lat po jego śmierci. Dopiero z początkiem kolejnego roku kalendarzowego po upływie tych 70 lat wygasają prawa autorskie majątkowe.
Przykładowo, jeśli autor zmarł w czerwcu 1955 roku, jego dzieła pozostawały chronione do 31 grudnia 2025 roku, a od 1 stycznia 2026 roku są w domenie publicznej w Polsce i całej UE.
W niektórych krajach okres ochrony jest krótszy. Np. wiele państw Afryki i Azji stosuje wciąż „życie + 50 lat”, co oznacza, że tam już w 2026 roku uwolniono utwory twórców zmarłych w 1975 roku.
Z kolei jeśli chodzi o prawo autorskie w USA, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Dla dzieł opublikowanych przed 1978 roku w USA kluczowa jest data publikacji. Obowiązuje tam obecnie reguła 95 lat od pierwszej publikacji. Utwory wydane w danym roku wchodzą do domeny publicznej z początkiem roku następującego po upływie 95 lat od publikacji. Dlatego właśnie wszystko, co ukazało się drukiem (z odpowiednią adnotacją praw autorskich) w roku 1930, stało się wolne 1 stycznia 2026 w USA. Ta zasada dotyczy m.in. książek, filmów czy muzyki, publikowanych w tamtym okresie. Więcej o prawie autorskim i domenie publicznej TUTAJ.
Nie ma jednej uniwersalnej domeny publicznej na świecie
Prawo autorskie ma charakter terytorialny. Zgodnie z art. 5 ustawy o prawie autorskim oraz art. 5 ust. 2 Konwencji berneńskiej, o zakresie ochrony decyduje prawo państwa, na którego terytorium dochodzi do eksploatacji utworu. Oznacza to, że fakt przejścia dzieła do domeny publicznej w USA nie ma znaczenia dla legalności jego publikacji w Polsce. Polskie wydawnictwo zawsze musi oceniać status utworu według prawa polskiego, niezależnie od pochodzenia autora i korzystniejszych regulacji obowiązujących w innych jurysdykcjach.
W praktyce:
Granice czasowe różnią się w poszczególnych jurysdykcjach. To, że dzieło jest już wolne w jednym kraju, nie oznacza automatycznie, że można je legalnie wykorzystać gdzie indziej. Przykładowo powieść Cakes and Ale W. Somerseta Maughama (wyd. 1930) znalazła się w 2026 roku w domenie publicznej w USA, ale poza USA wciąż będzie chroniona do 2035 roku (Maugham zmarł w 1965).
Zasada terytorialności praw autorskich sprawia, że należy zawsze sprawdzić prawo kraju, w którym chcemy z utworu skorzystać. Co do zasady obowiązuje zasada lex loci. Tzn., że korzystającego wiąże prawo miejsca, gdzie dokonuje eksploatacji utworu. Jeśli więc polskie wydawnictwo planuje publikację książki, musi kierować się polskim prawem autorskim. I upewnić się, że w Polsce dzieło jest już w domenie.
Rok 2026 jest w tym kontekście ważną datą, bo przynosi odblokowanie wielu dzieł kultury. W krajach stosujących „życie + 70” (w tym Polska i cała UE) do domeny publicznej przeszły utwory twórców, którzy zmarli w roku 1955. Z kolei w Stanach Zjednoczonych do domeny weszły utwory wydane w roku 1930 (bo minęło 95 lat ochrony).
Poniżej znajdziesz przegląd najciekawszych książek (oraz filmów) objętych tymi zmianami, a także omówienie pułapek prawnych, na które należy zwrócić uwagę. Wszystkie informacje oparte są na ogłoszeniach instytucji, takich jak Duke University School of Law, raportach bibliotek i archiwów oraz katalogach narodowych.
Autorzy zmarli w 1955 roku – nowości w domenie publicznej Polski i UE
1 stycznia 2026 roku w Polsce i całej Unii Europejskiej do domeny publicznej przeszły utwory wszystkich twórców zmarłych w roku 1955. To bardzo szeroka i zróżnicowana grupa. Obejmuje zarówno wielkich pisarzy, poetów i dramaturgów, jak i autorów literatury faktu, naukowców, a także artystów plastyków czy kompozytorów. Dla wydawców oznacza to swobodny dostęp do ich dorobku. Poniżej znajdziesz najważniejsze nazwiska (tak znane, jak i nieco zapomniane), których twórczość od 2026 roku można legalnie wydawać bez ograniczeń w Polsce.
Lucyna Krzemieniecka – to nazwisko, które może być dla wydawców dziecięcych ciekawe, bo od razu daje materiał do pracy na rynku edukacyjnym. Jej teksty dla dzieci, w tym „Z przygód krasnala Hałabały”, od 1 stycznia 2026 są w Polsce i UE w domenie publicznej. To otwiera drogę do nowych wydań: można zrobić edycję „pierwszego kontaktu” (dla młodszych), można też przygotować edycję „powrotu” (dla dorosłych, którzy pamiętają ją z dzieciństwa), z sensownym komentarzem o języku i realiach epoki.
Jest jednak ważny haczyk, klasyczny dla książek dziecięcych: ilustracje. Trzeba oddzielić tekst od warstwy wizualnej. W przypadku „Hałabały” w obiegu funkcjonują ilustracje Zdzisława Witwickiego, które mogą być nadal chronione. Czyli: tekst jest wolny, ale „ładne obrazki z pamięci” mogą nie być. Najbezpieczniejsza byłaby więc nowa oprawa graficzna (albo grafiki z pewnego źródła i na jasnych warunkach).
Thomas Mann – zmarł 12 sierpnia 1955 roku w Zurychu. To bez wątpienia jeden z najważniejszych pisarzy XX wieku, laureat literackiej Nagrody Nobla (1929), autor słynnych powieści Buddenbrookowie, Czarodziejska góra, Doktor Faustus, Śmierć w Wenecji i in.
Jego pisarstwo, pełne symbolizmu i psychologicznej głębi, wywarło olbrzymi wpływ na prozę europejską. Dotąd prawa autorskie do dzieł Manna posiadały rodziny i wydawcy (w Polsce np. wydawnictwo MUZA S.A. publikowało jego utwory na licencji). Teraz – po upływie 70 lat od śmierci – cała twórczość Thomasa Manna przeszła do domeny publicznej w Polsce i UE.
Dla wydawców to ogromna szansa. Można przygotować nowe przekłady jego powieści na język polski (co jest o tyle cenne, że niektóre dotychczasowe tłumaczenia pochodzą sprzed kilkudziesięciu lat i zdążyły się zestarzeć). Można pokusić się o wydania zbiorowe, krytyczne, opatrzone obszernymi komentarzami, na co wcześniej nie zawsze było stać instytucje (bo np. koszty licencji hamowały takie inicjatywy).
Biorąc pod uwagę nieustającą popularność dzieł Manna wśród czytelników ceniących ambitną prozę, wydania dzieł z jego dorobku mogą być strzałem w dziesiątkę. Trzeba jednak pamiętać, że choć oryginały są wolne, to istniejące przekłady mogą podlegać ochronie (do tego wątku wrócimy jeszcze w części o wątpliwościach prawnych).
Wallace Stevens – zmarł 2 sierpnia 1955 roku w Hartford (USA). Jeden z największych poetów amerykańskich XX wieku, czołowy przedstawiciel modernizmu w poezji. Jego zbiory wierszy (Harmonium, Ideas of Order, The Auroras of Autumn i in.) cenione są za kunszt językowy i filozoficzną głębię.
Od 2026 roku poezja Stevensa jest w Polsce w domenie publicznej. Można ją wydawać, tłumaczyć, zamieszczać w antologiach bez opłat. To dobra wiadomość dla wydawnictw specjalizujących się w poezji i klasyce literackiej. Do tej pory w języku polskim ukazały się dwa zbiory przekładów utworów Stevensa (PIW i Biuro Literackie).
Można np. przygotować dwujęzyczny tom wierszy Stevensa (oryginał angielski z polskimi przekładami), co dotąd wymagałoby negocjacji z posiadaczami praw. Teraz droga jest wolna.
Czy znajdzie się rynek na poezję Stevensa? Być może niszowy, akademicki, ale warto pamiętać, że twórczość ta była dotąd trudno dostępna w Polsce, a jej „uwolnienie” może pobudzić zainteresowanie w kręgach literaturoznawczych i nie tylko.
Paul Claudel – zmarł 23 lutego 1955 roku w Paryżu. Francuski poeta, dramaturg i dyplomata, autor m.in. sztuk The Satin Slipper i Zwiastowanie, a także wielu tomików poezji religijno-filozoficznej (wydawany w Polsce jeszcze w XIX wieku!). W Polsce Claudel nie jest dziś szeroko czytany, ale w kręgach teatru i literatury był postacią znaczącą. Jego utwory – od dramatów po eseje – są od 2026 roku wolne od ograniczeń na terenie UE, co daje np. teatrom i wydawcom możliwość nowych przekładów i inscenizacji bez opłat licencyjnych.
Wydawcy mogą rozważyć publikację wyboru poezji Claudela albo tłumaczenie którejś z jego sztuk (dawniej grywanej także na polskich scenach). Choć to oferta raczej dla koneserów, warto mieć świadomość tej możliwości.
James Agee – zmarł 16 maja 1955 roku w Nowym Jorku. Amerykański pisarz, poeta i dziennikarz, dziś może mniej znany szerszej publiczności, ale ceniony w historii literatury USA. Jego powieść A Death in the Family została wydana pośmiertnie w 1957 roku i uhonorowana Nagrodą Pulitzera.
Agee zasłynął też jako współautor (z Walkerem Evansem) reporterskiego klasyka Let Us Now Praise Famous Men – unikalnego dokumentu o życiu biednych rodzin farmerskich w czasach Wielkiego Kryzysu.
Dotychczas twórczość Agee’ego w Polsce prawie nie funkcjonowała (brak przekładów większości dzieł). Od 2026 roku cały dorobek Jamesa Agee jest u nas w domenie publicznej, co stwarza możliwość wprowadzenia go do polskiego obiegu kulturalnego.
Wydawca ambitnej prozy mógłby pokusić się o pierwsze polskie tłumaczenie A Death in the Family – powieści o wysokiej wartości literackiej i historycznej, znanej z tego, że była jednym z pierwszych szczerych obrazów rozpadu amerykańskiej rodziny w literaturze lat 50. (sam autor zmarł młodo na zawał, co dodatkowo naznacza tę książkę autobiograficznym cieniem).
Oczywiście publikacja takiej pozycji to przedsięwzięcie wymagające – trzeba przekonać czytelników do „nowego” klasyka – ale brak barier prawnych ułatwia podjęcie ryzyka. Agee był też cenionym krytykiem filmowym i poetą; zbiory jego esejów czy wiersze również można obecnie wydać bez ograniczeń.
Dale Carnegie – zmarł 1 listopada 1955 roku w Forest Hills (Nowy Jork). Tego pana przedstawiać nie trzeba chyba nikomu, kto interesuje się literaturą poradnikową. Carnegie to autor słynnego bestsellera How to Win Friends and Influence People (polski tytuł: Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi), a także kilku innych poradników z dziedziny samodoskonalenia (m.in. Jak przestać się martwić i zacząć żyć).
Jego książki sprzedały się w dziesiątkach milionów egzemplarzy na całym świecie, także w Polsce były wydawane wielokrotnie. Dotąd prawa do polskich edycji kontrolowali spadkobiercy Carnegiego lub licencjodawcy zagraniczni – teraz już nie.
W praktyce polski wydawca może wydać Jak zdobyć przyjaciół… w nowym tłumaczeniu (lub korzystając z któregoś istniejącego, jeśli sam tłumacz też nie żyje 70 lat – co akurat tu nie zachodzi, bo polscy tłumacze Carnegiego zmarli później).
Bez konieczności płacenia licencji można więc wznowić ten evergreen rynku poradników z dowolnymi dodatkami, np. opatrzyć komentarzami współczesnych psychologów, uaktualnić przykłady itp. To jeden z tych przypadków, gdzie domena publiczna ma wyraźny potencjał komercyjny. Popyt na tę książkę raczej nie zniknie, a brak opłat licencyjnych to większa marża dla wydawcy.
Co ciekawe, w 1932 wydał również biografię Lincolna, a później także Little Known Facts About Well Known People.
Nat Schachner – zmarł 2 października 1955 r. (Nowy Jork). Nazwisko mniej znane, ale warte wzmianki, zwłaszcza dla miłośników fantastyki. Schachner był amerykańskim pisarzem pulp-fiction, jednym z pionierów science-fiction tzw. „Złotej Ery” (lata 30. XX w.). Był także historykiem i jest znany z biografii amerykańskich postaci historycznych.
Publikował dziesiątki opowiadań w magazynach takich jak Astounding Stories czy Wonder Stories. Jego specjalnością były krótkie formy z pogranicza SF, horroru i fantasy, a także historyczne powieści biograficzne (pisał m.in. o Jeffersonie i Hamiltonie). W Polsce twórczość Schachnera nigdy nie była wydana, choć pojedyncze opowiadania mogły się pojawiać w antologiach tłumaczonych.
Od 2026 roku wszystkie utwory Schachnera są w domenie publicznej (Polska/UE), więc otwiera się możliwość, by polski wydawca tematyczny zebrał np. wybór jego opowiadań science-fiction z lat 30. i wydał jako unikatową retro-antologię. To pozycja niszowa, ale w dobie mody na klimat vintage i zainteresowania korzeniami gatunku SF – kto wie, może znaleźć grono odbiorców. Nawet jeśli nie komercyjny hit, mogłaby to być cenna publikacja wizerunkowa (seria klasyki pulp). Ważne, że nie ma tu już barier prawnych. Tłumacz przekłada z oryginału będącego w domenie, wydawca nie martwi się o licencje.
Léon Werth – zmarł 13 grudnia 1955 roku w Paryżu. Francuski pisarz, eseista i krytyk sztuki. W Polsce nazwisko praktycznie nieznane, ale warto o nim wspomnieć, bo historycznie to ciekawa postać: przyjaciel Antoine’a de Saint-Exupéry (to właśnie jemu Exupéry zadedykował Małego Księcia – „Léonowi Werth, gdy był małym chłopcem”), błyskotliwy komentator francuskiego społeczeństwa i autor przejmujących świadectw z czasów II wojny światowej.
Jego 33 jours (Diariusz z 1940 roku, gdy uciekał przed Niemcami po upadku Francji) oraz Déposition (dziennik lat 1940–44 wydany tuż po wojnie) to wysoko cenione dokumenty epoki. Do domeny publicznej przeszły też jego powieści i szkice krytyczne. Czy polski czytelnik się nimi zainteresuje?
Trudno wróżyć bestsellery, ale wydawnictwa niszowe, specjalizujące się w literaturze faktu, pamiętnikach i historii, mogą teraz bez przeszkód sięgnąć po prozę Wertha. Tym bardziej, że nazwisko można wypromować poprzez związek z Małym Księciem (co prawda Exupéry zmarł w 1944, więc Mały Książę jest już od 2015 roku w domenie publicznej w UE – co niektórzy wykorzystali, wydając nowe tłumaczenia – ale dedykacja dla Wertha pozostaje ciekawostką literacką).
Walorem pism Léona Wertha jest szczery, niezależny głos intelektualisty, „buntownika bez partii”, który celnie opisywał rzeczywistość Francji pierwszej połowy XX wieku. Dla kogoś, kto chciałby wydać np. cykl reportaży historycznych czy zapomniane pamiętniki tamtych lat, nazwisko Wertha to trop warty rozważenia. Tym bardziej, że jego prace są już w domenie (co potwierdzają m.in. katalogi Biblioteki Narodowej Francji).
Clemence Housman – zmarła 6 grudnia 1955 roku w Glastonbury (Anglia). Brytyjska pisarka, artystka i sufrażystka. Siostra Laurenca Housmana (pisarza) i siostrzenica poety A.E. Housmana. Zasłynęła w 1896 roku nowelą grozy The Were-Wolf (często przedrukowywaną w antologiach literatury gotyckiej) oraz była aktywistką ruchu na rzecz praw wyborczych kobiet.
W późniejszych latach tworzyła głównie grafiki i rzeźby, angażując się społecznie. Jej twórczość literacka jest skromna objętościowo, ale ma walor ciekawostki dla badaczy gotycyzmu i emancypacji kobiet. Teraz jej utwory (zarówno teksty, jak i ilustracje) są w domenie publicznej u nas i w całej UE.
Daje to pewną możliwość wydawcom publikującym klasyczne opowieści grozy: The Were-Wolf jest dziś tekstem trudnodostępnym, ale można by pokusić się o pierwsze polskie tłumaczenie tego „sekretnego” dziełka z epoki wiktoriańskiej. Innym pomysłem może być publikacja zbioru grafik Clemence Housman (np. jej ilustracji do prasy z przełomu XIX/XX w.). British Museum posiada kolekcję jej prac i część udostępnia cyfrowo, co ułatwiłoby dostęp do materiału. To oczywiście projekt bardzo niszowy, lecz z punktu widzenia prawa – w pełni wykonalny bez potrzeby uzyskiwania czyjejkolwiek zgody.
Guido Battelli – zmarł 13 kwietnia 1955 roku we Florencji. Włoski pisarz, nauczyciel i tłumacz, specjalista od literatury portugalskiej. Postać zupełnie nieznana w Polsce, lecz we Włoszech ceniona w kręgach akademickich. Zajmował się popularyzacją kultury portugalskiej i m.in. wydawał przekłady dzieł literatury luzofońskiej.
Trudno oczekiwać, by polski wydawca nagle zainteresował się akurat dorobkiem Battellego (który pisał głównie po włosku i portugalsku). Natomiast fakt, że od 2026 roku jego prace są wolne, ma znaczenie np. dla bibliotek cyfrowych czy instytucji naukowych. Możliwe staje się pełne udostępnienie online jego publikacji (bez obaw o prawa).
To pokazuje szerszy kontekst domeny publicznej: korzystają z niej nie tylko wydawcy komercyjni, ale i archiwa oraz biblioteki, które mogą zdigitalizować i upowszechnić twórczość sprzed lat. Przykładem jest tu Australia – po 20 latach „zamrożenia” spowodowanego wydłużeniem terminu ochrony, tamtejsze biblioteki w 2026 roku świętują wreszcie dostępność nowych zasobów (od prac Alberta Einsteina po rysunki satyryczne z lat 40.).
Jeśli wydawnictwo pracuje z teatrem, historią teatru albo biografiami, to warto mieć na radarze także Aleksandra Zelwerowicza (zm. 1955). Może posłużyć bowiem impuls do projektów „pomostowych”: edycji krytycznych, tomów wspomnieniowych, antologii źródeł, które wcześniej były logistycznie trudniejsze (bo rozproszone i obudowane prawami do różnych elementów).
Pprzy takich postaciach „wolne” rzadko znaczy „gotowe do druku”. Najwięcej pracy bywa nie w prawach, tylko w redakcji, opracowaniu i sensownym kontekście. Domena publiczna obniża próg wejścia, ale jakości nie robi sama. Niestety.
Autorzy naukowi i filozofowie
Wśród twórców, którzy zmarli w 1955 roku, mamy również wybitne postaci świata nauki i myśli, których pisma od 2026 roku stały się domeną publiczną. To m.in.
- Albert Einstein (zm. 18 kwietnia 1955) – genialny fizyk, którego przedstawiać nie trzeba;
- Alexander Fleming (zm. 11 marca 1955) – odkrywca penicyliny;
- Hermann Weyl (zm. 8 grudnia 1955) – wybitny matematyk i fizyk teoretyk, współtwórca m.in. teorii grup w fizyce;
- a także José Ortega y Gasset (zm. 18 października 1955) – jeden z najważniejszych filozofów hiszpańskich XX w., autor Buntu mas.
Ich publikacje, artykuły i książki – często kluczowe dla swoich dziedzin – są od tego roku wolne od ograniczeń na terenie Polski i UE. Dla wydawców oznacza to np. możliwość wznowienia prac Einsteina (jego popularne wykłady i eseje, jak Moje poglądy czy Relatywizm, można teraz drukować bez licencji) albo przygotowania nowych wydań dzieł Ortegi y Gasseta (jak Dehumanizacja sztuki czy Rozmyślania o technice, których dotychczasowe przekłady były trudno dostępne).
Trzeba jednak zaznaczyć, że w niektórych krajach mogą istnieć inne ograniczenia dotyczące takich postaci. Np. w Hiszpanii obowiązywało niegdyś przedłużenie ochrony do 80 lat po śmierci dla autorów, którzy zmarli przed 1987 roku, co dotyczyć może Ortegi (choć obecnie wydaje się, że jego dzieła są już wolne w większości krajów poza Hiszpanią).
Niemniej na gruncie polskim – wymienieni autorzy są w domenie publicznej. To dobra okazja dla wydawców akademickich i naukowych: można pomyśleć o nowych edycjach klasycznych prac naukowych (np. zebrać artykuły Einsteina w jeden tom, co wcześniej wymagało zgód spadkobierców) albo o wznowieniu pism filozoficznych Ortegi w atrakcyjnej formie. Domena publiczna czyni takie inicjatywy łatwiejszymi logistycznie i finansowo.
Dla porządku warto dorzucić tu też polski przykład z muzyki, bo on świetnie pokazuje różnicę, o której wydawcy często przypominają sobie za późno: Tadeusz Sygietyński (zm. 1955), założyciel i motor artystyczny zespołu „Mazowsze”. Od 2026 roku w domenie publicznej znajdą się jego utwory jako kompozycje: nuty, opracowania, teksty. Czyli to, co da się legalnie wydać w śpiewnikach, antologiach, opracowaniach edukacyjnych, materiałach dla chórów i szkół.
Ale nagrania to osobna bajka: to, że kompozycja jest w domenie, nie znaczy, że nagranie z lat 50. też. Tu wchodzą prawa pokrewne wykonawców i producentów. Jeśli więc ktoś myśli o „książce + płyta” albo o projekcie multimedialnym, niech od razu rozdzieli w głowie dwa tory. Domena dla partytury i osobna analiza praw dla fonogramów.
Oprócz wyżej wymienionych, lista twórców zmarłych w 1955 roku i tym samym „uwolnionych” w 2026 jest bardzo długa. Znajdują się na niej m.in.:
- liczni kompozytorzy (np. Arthur Honegger – szwajcarski twórca muzyki klasycznej, czy jazzman James P. Johnson od słynnego utworu „Charleston”),
- reżyserzy filmowi (np. Lloyd Bacon – twórca filmów złotej ery Hollywood, William C. deMille – scenarzysta i brat Cecila B. DeMille’a, czy Robert Riskin – scenarzysta filmów Franka Capry),
- malarze i rzeźbiarze (m.in. francuscy kubiści Fernand Léger i Yves Tanguy).
W polskim kontekście warto tu uwzględnić dwa nazwiska, bo one realnie mogą przełożyć się na decyzje okładkowe i ilustracyjne: Jerzy Kossak (zm. 1955) oraz Zofia Stankiewicz (zm. 1955). Kossak to naturalny kandydat do projektów, które chcą grać historią i ikonografią (zwłaszcza tam, gdzie okładka ma pracować natychmiast, bez tłumaczenia). Stankiewicz to z kolei trop dla wydawców, którzy szukają mniej oczywistych, a zarazem eleganckich rozwiązań graficznych: grafika, rysunek, prace do reprodukcji, które nie krzyczą „muzeum”.
I znów: domena publiczna nie jest magiczną różdżką na wszystko. Jeśli korzystasz z reprodukcji, licz się z warunkami źródła pliku (repozytorium, regulamin, opis licencji). Ale jeśli status praw do samego dzieła jest już po Twojej stronie, robi się przestrzeń na rzeczy, które wcześniej potrafiły zaboleć w budżecie. Zwłaszcza w albumach, biografiach, monografiach i książkach popularyzatorskich.
Wszyscy oni zmarli w 1955 roku, zatem ich dzieła plastyczne czy filmowe również znalazły się w domenie publicznej na obszarze UE. Dla wydawców literatury informacje te mają znaczenie pośrednie (np. może można teraz wykorzystać reprodukcje obrazów Légera na okładce książki bez uzyskiwania licencji – bo prawa majątkowe do obrazu wygasły).
Z 1 stycznia 2026 roku domena publiczna wzbogaciła się o ogromny kawał dziedzictwa kulturowego z połowy XX wieku. Wydawcy, archiwiści, biblioteki – wszyscy możemy z niego czerpać, oczywiście z poszanowaniem prawa i należytym kredytem dla oryginalnych autorów.
Europa (Polska/UE) – domena publiczna od 1 stycznia 2026 (autor zmarł w 1955 roku)

Książki (i filmy) z 1930 roku – co weszło do domeny w USA (ale nie zawsze w Europie)?
Rok 1930 w kulturze obfitował w znakomite dzieła literackie i filmowe. Od powieści modernistycznych, przez kryminały i książki dla dzieci, po głośne filmy wczesnego kina dźwiękowego. Wiele z nich właśnie teraz kończy 95 lat.
Jak wspomniałam, w Stanach Zjednoczonych przepisy pozwalają, by utwory opublikowane w 1930 roku trafiły do domeny publicznej z dniem 1 stycznia 2026 (po wypełnieniu pełnego 95-letniego okresu ochrony). Amerykańskie instytucje, jak Duke University, świętują co roku Public Domain Day, wskazując „nowości” w domenie.
I tak w USA na 2026 roku przypadł prawdziwy wysyp słynnych książek opublikowanych w 1930 roku. Wiele z nich to dziś klasyka literatury światowej. Warto je wymienić, z zaznaczeniem jednak, że w Europie wciąż mogą pozostawać chronione (z uwagi na późniejsze daty zgonu autorów).
As I Lay Dying (William Faulkner) – głośna powieść amerykańska, polski tytuł Kiedy umieram. Faulkner opublikował ją w 1930 roku, więc od 2026 roku każdy w USA może ją dowolnie wydawać czy adaptować. Jednak uwaga: William Faulkner zmarł dopiero w 1962 roku, co oznacza, że w Polsce jego twórczość będzie chroniona aż do końca 2032 roku (domena publiczna od 1 stycznia 2033).
Innymi słowy, As I Lay Dying jest dziś legalnie dostępne do użytku w Stanach, ale w Polsce wciąż nie – i tak pozostanie jeszcze przez kilka lat. To świetny przykład różnicy między prawem USA a prawem life+70 krajów: utwór może być w domenie publicznej w jednym kraju, a jednocześnie chroniony gdzie indziej. Wydawca europejski nie może więc oprzeć się na amerykańskim statusie – musi patrzeć na datę śmierci autora.
W przypadku Faulknera konsekwencje są takie, że np. amerykańska firma może wydać dowolną edycję As I Lay Dying (czy przygotować np. serial na jej podstawie) bez licencji, ale polski wydawca musiałby wciąż uzyskać zgodę posiadacza praw (bo utwór nie jest tu wolny). Podobnie będzie z innymi pozycjami Faulknera z lat 20. i 30. – one kolejno wchodzą do domeny w USA (np. Wściekłość i wrzask weszło w 2025 roku, Światłość w sierpniu wejdzie w 2027 roku itd.), ale w Polsce trzeba na nie poczekać do lat 30. XXI wieku (Faulkner to autor z tzw. „dziury” między systemami prawnymi).
The Murder at the Vicarage (Agatha Christie) – pierwsza powieść z panną Marple (polski tytuł Morderstwo na plebanii). Wydana w 1930 r. w Anglii, od 2026 roku jest wolna w USA. Jednak Agatha Christie zmarła w 1976 roku, więc w Polsce i krajach UE jej utwory pozostają pod ochroną do 1 stycznia 2047. To oznacza, że słynnej panny Marple nie można jeszcze tutaj „uwolnić”.
Co prawda, w Polsce większość powieści Christie i tak jest od dawna dostępna (licencje ma np. wyd. Dolnośląskie), ale z perspektywy praw – nie wolno nikomu innemu wydać Morderstwa na plebanii do 2047 roku bez zgody posiadaczy praw. Tymczasem w USA od początku 2026 roku dowolny wydawca mógłby wypuścić własną edycję tej książki – i takie inicjatywy zapewne się pojawią, bo Christie cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników.
Co więcej, postać panny Marple stała się w USA częścią domeny publicznej – można by ją tam nawet wykorzystać w nowej historii (pamiętając jednak, że imię „Miss Marple” może być chronione jako znak towarowy w kontekście książek).
Dla nas ta sytuacja to ciekawostka: np. amerykański pisarz mógłby legalnie napisać i wydać w USA własną powieść z panną Marple jako bohaterką, nie łamiąc prawa autorskiego (co najwyżej ryzykując sprawę o znak towarowy czy nieuczciwą konkurencję w przypadku tytułu wprowadzającego w błąd). W Polsce do 2047 roku taka praktyka byłaby naruszeniem praw. To przypomina nam o fundamentalnej zasadzie. Każdy rynek rządzi się własnymi terminami ochrony.
Not Without Laughter (Langston Hughes) – debiutancka powieść jednego z najwybitniejszych afroamerykańskich poetów i pisarzy, Langstona Hughesa. Wydana w 1930 roku, opowiada o dorastaniu czarnoskórego chłopca na amerykańskim Środkowym Zachodzie. W USA od 2026 roku – pełna wolność korzystania. Ale Hughes zmarł w 1967 roku, zatem w Polsce jego utwory będą chronione do 2038 roku. W praktyce więc polski czytelnik nie znajdzie jeszcze swobodnie tej powieści (nie była dotąd tłumaczona na polski, a ewentualna próba publikacji wymagałaby zgody posiadaczy praw). To kolejny przykład utworu public domain w USA, lecz nie w UE.
The Maltese Falcon (Dashiell Hammett) – klasyczny kryminał noir, w którym pojawia się detektyw Sam Spade. Powieść wydana w 1930 roku, rozsławiona ekranizacją z Humphrreyem Bogartem. Prawa autorskie w USA wygasły z końcem 2025 roku, więc od 2026 roku powieść jest tam w domenie publicznej. Jednak Dashiell Hammett zmarł w 1961 roku, więc w Polsce The Maltese Falcon będzie chroniony aż do 1 stycznia 2032. Mamy tu dokładnie taką samą sytuację jak wyżej – amerykański wydawca już może drukować własne wydania Hammetta, polski musi poczekać. Warto nadmienić, że w USA w domenie jest także adaptacja filmowa The Maltese Falcon z 1941 roku (bo Warner Bros. nie przedłużył praw w latach 60.). Ale to wyjątek wynikający z ówczesnych regulacji. Filmy z lat 30. wchodzić będą do domeny dopiero po 95 latach od premiery (czyli sukcesywnie co rok).
Vile Bodies (Evelyn Waugh) – powieść satyryczna znanego brytyjskiego pisarza, zjadliwy portret „szalonych lat 20.” angielskiej socjety. W USA od 2026 roku wolna, lecz Evelyn Waugh zmarł w 1966 roku, więc w Polsce utwory Waugha wejdą do domeny dopiero 1 stycznia 2037 roku.
Tak jak w przypadku Christie – mamy tu do czynienia z literaturą brytyjską, która w USA jest już po 95-letnim okresie ochrony (bo oryginały były publikowane z formalnościami w 1930 roku), podczas gdy w Europie nadal obowiązuje „życie + 70”.
Co ciekawe, Vile Bodies ma na 2026 roku zaplanowane w USA różne upamiętnienia. Np. serwis Public Domain Review uwzględnił tę powieść wśród najważniejszych „nowych” nabytków domeny. Dla polskich wydawców to sygnał: możecie promować książkę Waugha jako klasykę, ale prawa do tekstu wciąż należą do spadkobierców. Zatem co najwyżej można by ją wznowić na licencji, wykorzystując globalny szum wokół amerykańskiej domeny (być może licencjodawcy byliby chętni z uwagi na rozgłos). Ale na wydanie bez licencji – za wcześnie.
Swallows and Amazons (Arthur Ransome) – kultowa brytyjska powieść dla dzieci o wakacyjnych przygodach grupy rodzeństwa na jeziorach (1930). W USA w domenie od 2026 (bo pierwsze wyd. amerykańskie było w 1930 roku). Arthur Ransome zmarł w 1967 roku, więc w Europie jego książki będą wolne dopiero od 2038 roku.
Oznacza to, że amerykańskie wydawnictwa mogą już publikować Swallows and Amazons bez licencji, a europejskie nie. W praktyce dla polskiego czytelnika nic to nie zmienia – książka była tłumaczona i wydawana (ostatnio w 2017 roku), ale wciąż wymaga to porozumienia z agentami literackimi.
Natomiast ciekawe możliwości pojawiają się znów w USA: wejście Swallows and Amazons do domeny pozwala np. amerykańskim producentom filmowym adaptować ją swobodnie (a dotąd prawa filmowe były zapewne związane z licencjami brytyjskimi). Podobny los czeka całą serię Ransome’a w kolejnych latach. Polscy wydawcy powinni pamiętać, że to, co robią koledzy po fachu w Stanach z tą klasyką, u nas będzie legalne dopiero później.
The Little Engine That Could (Watty Piper, czyli Arnold Munk) – klasyczna amerykańska książeczka dla dzieci (obrazkowa) o „lokomotywce, która dała radę”, wydana w 1930 roku. To ciekawy przypadek, bo historia powstania tej bajki jest złożona.
Była adaptacją starszej opowiastki, a Arnold Munk (posługujący się pseudonimem Watty Piper) prawdopodobnie nie był jej autorem, a jedynie kompilatorem. Niemniej książka z 1930 roku formalnie weszła do domeny publicznej w USA w 2026. Arnold Munk zmarł w 1957 roku., więc w Europie chroniony jest do 2028 roku.
Zatem tu różnica wynosi tylko parę lat – w Polsce będziemy mogli legalnie wydać Lokomocję (gdyby ktoś chciał) od 2028 roku. Już teraz jednak warto odnotować, że w Stanach dużo mówi się o tej bajce. Jej tytuł stał się niemal symbolem pozytywnego myślenia. Public Domain Review umieściło nawet żartobliwy komentarz, że po latach można by napisać alternatywną wersję The Little Engine That Couldn’t Be Bothered (Lokomotywka, której się nie chciało).
Dla nas ważne jest to, że ilustracje do tej książki (autorstwa Lois Lenski) też są przedmiotem prawa. Ilustratorka zmarła w 1974 roku, więc jej prace będą w domenie w 2045. Trzeba pamiętać, że nawet gdy tekst do domeny wejdzie (w UE w 2028), to obrazki w książce mogą być chronione dłużej. Wrócimy do tego później, w części o ilustracjach.
Nancy Drew: The Secret of the Old Clock – Nancy Drew to bohaterka bardzo popularnej w USA młodzieżowej serii detektywistycznej, odpowiednik angielskiej panny Marple w wersji nastolatki (u nas znana kiedyś jako Detektywówna Nancy). Pierwszy tom cyklu, Tajemnica starego zegara, ukazał się właśnie w 1930 roku. Jednak to jeden z najbardziej złożonych przypadków prawnych.
Po pierwsze, książki o Nancy Drew były publikowane pod pseudonimem Carolyn Keene, a faktycznie pisało je kilku ghost-writerów zatrudnianych przez wydawnictwo Grosset&Dunlap (tzw. syndykat Stratemeyera). Autorką pierwszych tomów była Mildred Wirt Benson – i ona zmarła dopiero w roku 2002!
Z punktu widzenia prawa polskiego oznacza to, że teksty Nancy Drew będą u nas chronione aż do 2073 roku (bo liczy się faktyczny autor, nawet jeśli posługiwał się pseudonimem). A zatem polski wydawca nie może teraz wydać Tajemnicy starego zegara bez zgody/licencji – bo utwór nie jest u nas w domenie (autor zmarł stosunkowo niedawno).
Z drugiej strony, utwór jest już w domenie amerykańskiej, co stwarza niezwykłą sytuację: np. fanowski przekład Nancy Drew na polski, opublikowany w Internecie przez kogoś ze Stanów Zjednoczonych, byłby legalny w USA, ale jego dostępność w Polsce naruszałaby nasze prawo.
Mało tego – sama marka „Nancy Drew” jest zastrzeżonym znakiem towarowym wydawnictwa Simon&Schuster. Tak więc nawet gdyby jakimś sposobem treść pierwszej powieści stała się kiedyś wolna tu (co nastąpi dopiero za pół wieku), to i tak użycie imienia bohaterki w tytule czy promocji mogłoby zostać zakwestionowane przez posiadacza znaku towarowego.
W praktyce zapewne tylko „oficjalni” wydawcy (mający umowy z właścicielem marki) będą wydawać Nancy Drew – i to długo po tym, gdy pierwsze tomy trafiły do domeny w USA. Co ciekawe, w USA i tak zapewne pojawią się rozmaite nowe wykorzystania – bo postać Nancy Drew (w pierwotnym kształcie z 1930 roku) jest tam legalnie dostępna do użytku. Wydawca polski może więc natrafić np. na darmowy e-book oryginalnej Secret of the Old Clock albo nawet fanfikcję, i powinien wiedzieć, że korzystanie z nich tutaj jest ryzykowne.
Inne utwory literackie z 1930 roku w domenie USA
Lista jest długa. Z ważniejszych warto wspomnieć jeszcze m.in. Cimarron (Edna Ferber) – powieść nagrodzoną Pulitzerem, Laughter in the Dark (Vladimir Nabokov) – powieść Nabokova z czasów emigracji berlińskiej (ros. tytuł Kamera obskura, przekład angielski 1938 – uwaga, Nabokov zmarł 1977, więc w UE do 2048 roku), Saint Joan of the Stockyards (Bertolt Brecht) – dramat Brechta z 1930 roku (Brecht zmarł 1956 roku, więc w UE wolny od 2027 roku.), Narziss und Goldmund (Hermann Hesse) – słynna powieść Hessego Narcyz i Złotousty, wyd. 1930 (Hesse zmarł 1962 roku, w UE chronione do 2033), Die Schlafwandler (Hermann Broch) – pierwsze dwa tomy trylogii Lunatycy wydane 1930/32 (Broch zmarł 1951, w UE wolny od 2022 roku), The Autobiography of Alice B. Toklas (Gertrude Stein) – eksperymentalna autobiografia/biografia z 1930 roku (Stein zmarła 1946 roku, w UE wolna od 2017 roku). Jak widać, wiele utworów z 1930 roku jest już wolnych również w Europie (bo autorzy zmarli przed 1953 rokiem), ale sporo – wciąż nie.
Przykład Stein jest ciekawy: ona zmarła w 1946 roku, więc jej książki są u nas wolne od 2017 roku, ale Autobiografia Alicji B. Toklas mogła wejść do domeny w USA dopiero teraz, bo wydano ją w 1933 (co pokazuje, że bywa i na odwrót – coś mogło być wolne w Europie wcześniej niż w USA). Generalnie jednak dominującym trendem jest „przewaga” domeny publicznej USA dla dzieł z XX wieku – przez wydłużenie w Europie do „+70 lat” wiele utworów, które w Stanach właśnie są uwalniane, u nas uwolni się dopiero za kilkanaście-kilkadziesiąt lat.
Filmy z 1930 roku
Warto wspomnieć także o filmach, bo one również przechodzą do domeny publicznej. I to nie mniej głośne niż książki. Na liście filmowych nowości domenowych w USA za 1930 rok znajdziemy na przykład:
- All Quiet on the Western Front (Na Zachodzie bez zmian) – amerykański dramat wojenny, zdobywca Oscara dla najlepszego filmu (adaptacja powieści Remarque’a);
- Der blaue Engel – słynny niemiecki film z Marleną Dietrich;
- film braci Marx jak Animal Crackers;
- pierwsze animacje z Betty Boop – krótkometrażówka Dizzy Dishes (1930) w reżyserii Dave’a Fleischera (OSTROŻNIE!);
- czy też wczesne kreskówki Walta Disneya z psem Pluto – The Chain Gang i The Picnic, oba z 1930 roku, wczesne animacje z psem, który później stał się postacią Pluta (tzn. jeszcze bez swojej znanej później tożsamości).
Wszystkie one są od 2026 roku domeną publiczną w USA. Tymczasem w Europie – wciąż chronione! Status domeny dotyczy filmu jako utworu; fotosy, materiały promocyjne i reprodukcje mogą mieć odrębny status prawny.
Dla filmów w UE czas ochrony liczony jest na podstawie dat śmierci głównych twórców (reżysera, scenarzysty, autora dialogów, kompozytora muzyki do filmu). Przykładowo Na Zachodzie bez zmian wyreżyserował Lewis Milestone, który zmarł w 1980 roku – więc film będzie u nas chroniony do końca 2050 roku (70 lat po śmierci).
Błękitnego anioła reżyserował Josef von Sternberg (zm. 1969) – u nas prawa wygasną dopiero 1 stycznia 2040 roku. Animację Dizzy Dishes stworzył Dave Fleischer (zm. 1979), więc w UE chroniona jest do 2050 roku.
Myszka Mickey pojawiająca się epizodycznie w tych samych kreskówkach i jej pies Pluto – Walt Disney zmarł w 1966 roku, więc filmy Disneya z 1930 roku (The Chain Gang oraz The Picnic) też czekają w Europie do 2037 roku. Podobnie dwa wczesne filmy Alfreda Hitchcocka z 1930 roku – Murder! i Juno and the Paycock – w USA przeszły do domeny, ale w Wielkiej Brytanii czy w Polsce są „zablokowane” do roku 2051 roku (Hitchcock zmarł w 1980 roku).
Ta sytuacja prowadzi do zabawnych paradoksów: amerykańska telewizja kablowa może legalnie puszczać stare filmy Hitchcocka z 1930 roku bez opłat, ale brytyjska BBC nie może – choć to „ich” narodowy reżyser. Podobnie jest z wieloma filmami radzieckimi z 1930 roku, które w Stanach właśnie stają się wolne (np. Ziemia Dovżenki), podczas gdy na Ukrainie czy w Rosji były wolne już wcześniej (bo Dovżenko zmarł w 1956 roku, co w Ukrainie oznacza domenę od 2027 roku, ale w Rosji nadal +70).
Dla wydawców książkowych temat filmów jest o tyle istotny, że wizerunki i kadry z tych filmów potencjalnie mogą być wykorzystywane w publikacjach, jeśli film jest w domenie. Jednak tutaj również trzeba pamiętać, że status PD dotyczy USA, niekoniecznie Europy. Czyli np. kadr z Błękitnego anioła (1930) – przedstawiający młodą Marlenę Dietrich – jest w domenie w USA (można by go tam wydrukować w książce bez zgody), ale w Polsce wciąż obowiązują do niego prawa autorskie (bo film jako całość jest chroniony). W praktyce rzadko kto będzie ścigał za zamieszczenie małego kadru w opracowaniu naukowym, ale formalnie rzecz biorąc – trzeba mieć to na uwadze.
Czy Betty Boop jest w wolnej domenie? Tutaj jest problem…
Betty Boop – seksowna animowana bohaterka kabaretowa lat 30. – w USA pojawiła się na listach domeny 2026 roku jako głośny przykład. Jej pierwszy film Dizzy Dishes jest wolny, co by sugerowało, że Betty przestała podlegać prawom autorskim.
Jednak studio Fleischer (a właściwie spadkobiercy) od razu uruchomili kampanię informującą, że Betty Boop wcale „tak naprawdę” nie jest wolna. Dlaczego? Otóż jej wizerunek i imię są chronione prawem znaków towarowych. Firma posiada zarejestrowane znaki na „Betty Boop” i związane z nią ilustracje.
Ponadto Betty Boop pojawiała się w wielu późniejszych filmach (aż do lat 80.), które są wciąż chronione. Fleischer Studios argumentują więc (na swojej stronie „Fact Check 2026”), że nie można ot tak zacząć sprzedawać gadżetów z Betty Boop tylko dlatego, że pierwszy film jest w domenie.
Mają częściowo rację: prawo znaków towarowych chroni przed wprowadzaniem konsumentów w błąd co do pochodzenia towarów, więc jeśli ktoś chciałby zrobić np. serię zeszytów z Betty Boop udając oficjalny merch – naruszyłby znak towarowy.
Z drugiej strony, prawo znaków nie może zastępować wygasłego prawa autorskiego i blokować tworzenia nowych dzieł opartych na domenie publicznej. Tak orzekł amerykański Sąd Najwyższy w sprawie Dastar vs. Fox ostrzegając, by nie używać znaków towarowych do tworzenia „mutantów prawa autorskiego”.
Tak więc teoretycznie można by zrobić w USA film animowany z Betty Boop (bo postać z 1930 roku jest w domenie publicznej), byle jasno zaznaczyć, że to nowa kreacja, a nie oficjalny produkt Fleischera. I raczej nie sprzedawać pluszowych maskotek Betty na szeroką skalę (to już mogłoby podpaść pod znak towarowy).
W praktyce jednak wiele osób i tak wystraszy się ostrzeżeń studia. To pokazuje, że choć domena publiczna daje prawa, to duże firmy często straszą pozwami na innych polach (trademark, unfair competition), by chronić swoje marki. Wydawca planujący wykorzystać taką postać powinien być świadom tych zależności.
A czy Pluto jest w wolnej domenie?
Pluto (pies Myszki Miki) – analogiczna sytuacja. Pierwsze krótkie filmiki z Pluto z 1930 roku są w domenie publicznej w USA, więc teoretycznie można by tam legalnie pokazać fragment animacji z Plutem czy narysować własny komiks o psie podobnym do Pluta.
Ale Walt Disney Co. nadal dzierży znaki towarowe na imię i wizerunek Pluto (oraz oczywiście nowsze filmy z nim są chronione). Na razie nie było głośnych przypadków buntu przeciw Disneyowi w tym zakresie, ale spodziewać się należy głośnej dyskusji przy okazji wejścia do domeny filmu Steamboat Willie (1928), gdzie pierwszy raz pojawiła się Myszka Miki. Disney już od dawna przygotowuje opinię publiczną, że owszem, ten staruteńki czarno-biały Miki może i będzie w publicznej domenie, ale Myszka Miki jako ikona popkultury – nie (znów, właśnie ze względu na znaki towarowe).
Z perspektywy polskich wydawców, rozważających np. wykorzystanie starych grafik z Betty Boop czy z Myszką Miki w swoich publikacjach, najbezpieczniej uznać, że to nie jest dobry pomysł, dopóki nie upłynie jeszcze sporo czasu.
Betty Boop w Europie i tak jest chroniona (Fleischer zmarł w 1979 roku), a Mickey do 2037 roku (Disney zmarł w 1966 roku). Znak towarowy może zaś trwać potencjalnie wiecznie (o ile odnawiany) – nie ma tu automatycznego wygaśnięcia jak przy prawach autorskich.
Domena publiczna w USA uwalnia mnóstwo popkulturowych postaci z 1930 roku, ale wydawca spoza USA musi być bardzo ostrożny, by nie przenieść tych praktyk na swój grunt bez analizy prawnej.
USA – domena publiczna od 1 stycznia 2026 (publikacja w 1930 roku; zasada 95 lat)

Domena publiczna nie jest „zero-jedynkowa”. Co trzeba sprawdzić?
Najczęstsza pułapka polega na tym, że „utwór w domenie” nie oznacza automatycznie, że wolne jest wszystko, co wydawca ma pod ręką. Prawa są wielowarstwowe. Tekst może być już wolny, a jednocześnie chronione mogą pozostać tłumaczenie, ilustracje, wstęp, przypisy, opracowanie naukowe, układ antologii czy konkretna adaptacja. Dlatego weryfikacja domeny to nie jedno pytanie o datę śmierci autora, tylko szybki audyt tego, kto jeszcze dołożył twórczy wkład do wersji, którą chcesz publikować.
Pierwszy punkt zapalny to współautorstwo i utwory zbiorowe: w UE/Polsce termin ochrony liczy się od śmierci najdłużej żyjącego współtwórcy, a w antologiach i seriach każdy wkład może mieć własny „zegar”. Drugi, najbardziej praktyczny problem to tłumaczenia – oryginał może być w domenie, ale przekład jest osobnym utworem i liczy się czas od śmierci tłumacza, więc często trzeba albo znaleźć bardzo stary przekład, albo zlecić nowy, albo kupić licencję. Trzecia mina to opracowania i adaptacje: edycja z komentarzem, przypisami i wstępem albo ekranizacja mają własne prawa, niezależne od oryginału – domena obejmuje bazę, nie cudze późniejsze „nakładki”.
Do tego dochodzą rzeczy mniej oczywiste, ale realne: twórczy dobór i układ antologii, prawa sui generis do baz danych i regulaminy repozytoriów, a także znaki towarowe (czasem tytuł serii lub nazwa postaci mogą być chronione jako marka, zwłaszcza przy dystrybucji międzynarodowej).
Wreszcie ilustracje i reprodukcje: ilustrator bywa „młodszy” prawnie niż autor tekstu, a przy skanach dzieł sztuki liczy się nie tylko domena samego obrazu, ale też źródło pliku i jego warunki użycia.
Sprawdź nie tylko autora, ale też tłumacza, ilustratora i status opracowania, zanim uznasz, że „to już domena publiczna” – bo najdroższe błędy biorą się z tego, że wolny jest oryginał, a nie ta konkretna wersja, którą chcesz wydać.
Więcej o publicznej domenie przeczytasz TUTAJ.
Drugie życie klasyki. Strategie wydawnicze na erę domeny publicznej
Rok 2026 przyniósł wydawcom prawdziwy urodzaj dzieł, które mogą zyskać „drugie życie” dzięki wejściu do domeny publicznej. Jak widzimy, do naszego wspólnego zasobu kultury dołączyły utwory tak wybitne, jak powieści Thomasa Manna, poezje Wallance’a Stevensa, eseje Ortegi y Gasseta czy poradniki Dale’a Carnegiego.
Są to dzieła, które zdecydowanie warto rozważyć do publikacji. Czy to w postaci nowych tłumaczeń, czy atrakcyjnych wznowień. Wydawcy komercyjni z pewnością zwrócą uwagę na pozycje o dużym potencjale rynkowym: np. poradnik „Jak zdobyć przyjaciół…” Carnegiego, który można odświeżyć i wydać w nowoczesnej szacie, korzystając z tego, że nie trzeba już dzielić się zyskami z licencjodawcą.
Podobnie twórczość Thomasa Manna – choć była obecna na polskim rynku, teraz otwiera możliwości wydań krytycznych, pełniejszych, może nowych przekładów, co może przyciągnąć miłośników literatury wysokiej.
Warto też pamiętać o mniej oczywistych autorach. Domena publiczna to szansa, by przypomnieć czy odkryć dla polskiego czytelnika twórców dotąd u nas niepublikowanych. Przykładowo, James Agee czy Léon Werth – ich dzieła stały się dostępne bez ograniczeń, więc ambitne wydawnictwo może pokusić się o pionierskie wydania.
Tego typu publikacje nie zawsze będą bestsellerami, ale mogą budować prestiż oficyny i poszerzać ofertę dla koneserów. Co więcej, często można uzyskać dofinansowania z instytucji kultury na wydanie „białych plam” literatury w Polsce. A brak kosztów licencji czyni takie projekty łatwiejszymi do zrealizowania.
Wydawcom dziecięcym czy młodzieżowym domena publiczna również podsuwa pomysły. Wprawdzie Nancy Drew w Polsce musi jeszcze poczekać, ale np. pewne utwory Kornela Makuszyńskiego od lat są już w domenie (zmarł w 1953 roku) – i niektórzy z powodzeniem wydają nowe edycje Koziołka Matołka czy Przygód małpki Fiki-Miki.
W 2026 roku do domeny we Francji wszedł np. komiks TinTin w krainie Sowietów (Hergé zmarł 1983 roku, ale ten tom akurat nie jest chroniony w USA – choć w Europie wciąż tak). To jako ciekawostka – bo polski wydawca TinTina i tak ma licencję i dba o spójność wydań. Ale w dłuższej perspektywie za kilka lat do domeny zaczną trafiać pierwsze historie obrazkowe i bajki z lat 30. I kto wie, czy ktoś nie pokusi się o ich przypomnienie?
Filmy w domenie publicznej mogą być gratką dla wydawnictw publikujących książki filmoznawcze lub kolekcje. W USA firmy już prześcigają się w wydaniach klasyki z 1930 roku – bo nie muszą nic płacić studiom. W Polsce filmy z 1930 roku raczej nie są priorytetem (długo jeszcze chronione), ale warto obserwować trend: za kilkanaście lat do domeny wejdą np. filmy Orsona Wellesa (zm. 1985) czy Chaplina (zm. 1977), co potencjalnie umożliwi polskim podmiotom ich swobodną dystrybucję.
W zeszłym roku domena publiczna przyniosła globalnie falę zamieszania wokół Myszy Miki (Steamboat Willie). Wydawcy prasy czy książek mogą to wykorzystać, tworząc np. publikacje analizujące tę postać – do zilustrowania których będą mogli legalnie użyć kadrów z tego konkretnego filmu z 1928 roku. Ale, jednocześnie muszą uważać na znak towarowy Disneya.
Ostrożność i due diligence
Domenę publiczną nazywa się często „wspólnym dobrem” (the commons). Korzystanie z niej to przywilej, ale i odpowiedzialność. Wydawca, planując projekt oparty na utworach w domenie publicznej, powinien szczegółowo zweryfikować status prawny każdego elementu. Zwłaszcza, gdy chodzi o dzieła mniej znane lub z pogranicza (np. utwory wydane tuż po wojnie – u nas było wydłużenie ochrony o 5 lat z tytułu II wojny światowej, co może wpływać na termin).
Trzeba też uważać na utwory współtworzone przez autorów z różnych krajów. Prawo kolizyjne bywa zawiłe (np. utwór radziecki wydany w 1930 roku, autor zmarł w 1980 roku – w Rosji chronione do 2050. A w Polsce? Teoretycznie do 2051 roku. Jeśli nie mamy pewności co do statusu – lepiej zrezygnować lub skonsultować się z prawnikiem.
Wspólne dobro, świadome decyzje
Domena publiczna to święto kreatywności i dostępności. Jak pisze Loughborough University, Public Domain Day przypomina nam, że kultura rozwija się dzięki budowaniu na przeszłości. Że respektując prawo autorskie przez czas ochrony, potem możemy cieszyć się wolnością, która owocuje nowymi interpretacjami i pomysłami.
Utwory, które w 2026 roku przeszły do domeny publicznej, już zaczynają żyć nowym życiem. Możemy spodziewać się ciekawych inicjatyw: nowych adaptacji teatralnych (bo np. w 2026 roku w domenie w UK znalazły się sztuki Noëla Cowarda, zmarłego w 1973 roku), remiksów muzycznych dawnych przebojów (np. jazzowe standardy z 1930 roku – „Georgia on My Mind”, „Body and Soul” – są teraz wolne, więc młodzi muzycy mogą je nagrywać bez opłat), czy projektów edukacyjnych (biblioteki cyfrowe udostępniły masowo publikacje z 1930 roku, bo minęło 95 lat – np. HathiTrust otworzył dostęp do tysięcy książek z 1900 roku i prac autorów zmarłych w 1955 roku).
Wartość komercyjna domeny publicznej zależy od pomysłowości wydawców. Są utwory, które opłaca się wydać na nowo (bo mają potencjał sprzedażowy lub prestiżowy). Są takie, które mogą zyskać świeżą interpretację (np. retelling, sequel napisany przez współczesnego autora – to możliwe legalnie w przypadku np. As I Lay Dying w USA, czy od 2026 roku Zabić drozda w Kanadzie, gdzie obowiązuje +50; w Polsce na takie zabawy jeszcze poczekamy, bo autorzy tych książek żyli dłużej).
Wydawca powinien z rozwagą wybierać, co ma sens: co może zyskać nowe życie? Np. proza Manna – zdecydowanie tak, bo jest ponadczasowa i ma stałą publiczność. Poezja Stevensona – może warto, ale z dobrą promocją. Książki naukowe Einsteina – czemu nie, może zbiór prac noblistów z lat 20.?
Z kolei są rzeczy, które wymagają dużej ostrożności: np. planując wydanie historii z Betty Boop, wkroczymy na grząski grunt praw znaków towarowych. Albo wydając komiks z postacią z lat 30., musimy uważać, czy pierwowzór jest na pewno w domenie publicznej (bo może twórca żył dłużej).
Na pewno warto obserwować coroczne listy Public Domain Day przygotowywane przez zaufane instytucje (Duke Law, Biblioteka Kongresu, Wikimedia). Pozwalają one wychwycić ciekawe pozycje. Każdego roku 1 stycznia nowe utwory będą „wyzwalane”. Rok 2027 przyniesie twórców zmarłych w 1956 roku (to choćby Bertolt Brecht, Jackson Pollock, Constantin Brâncuși), a w USA – publikacje z 1931 roku (np. Frankenstein film z 1931 roku!).
Tych okazji będzie coraz więcej, bo okres zastoju (tzw. „chwila po Sonny Bono Act”, kiedy to przez 20 lat nic nie wchodziło do domeny w USA) już minął. Teraz co roku mamy nowy rocznik. Wydawnictwa mogą więc planować długofalowo. W 2027 roku będzie w domenie publicznej twórczość zmarłych w 1956 roku, np. Bertolt Brecht. To ogromne wydarzenie, bo jego dramaty wreszcie będzie można wydawać i wystawiać bez opłat w UE. Warto mieć te daty na radarze i już zawczasu myśleć o projektach.
Domena publiczna to kopalnia złota – kulturowego i (potencjalnie) komercyjnego. Wydawcy powinni z niej odważnie korzystać, pamiętając jednak o prawniczych (i moralnych) niuansach. Dzięki domenie publicznej klasyczne utwory nie kurzą się za murami praw wyłączności, lecz mogą być na nowo odkrywane, remiksowane, rozpowszechniane.
Jak ujął to James Boyle z Duke Law, artyści i twórcy tworzą swoje dzieła, ale potem „najpiękniejszym dziełem sztuki jest pięknie przeżyte życie”. A owe życie i jego artystyczne owoce prędzej czy później należą do nas wszystkich. W 2026 roku do wspólnego skarbca trafiło wiele takich pięknych owoców lat minionych. Teraz od wydawców (oraz innych kreatywnych użytkowników) zależy, czy zrobią z nich użytek, ku uciesze nowych pokoleń odbiorców.
Gdzie szukać domeny publicznej w Polsce i jak nie utopić się w „darmowych” plikach?
Jeśli domena publiczna ma być realnym narzędziem, a nie ładnym hasłem na slajdzie, potrzebujesz jednego: pewnego źródła pliku i czytelnych warunków użycia. To jest moment, w którym połowa projektów wykłada się nie na prawie autorskim do samego dzieła, tylko na praktyce. Skąd wziąć sensowną reprodukcję, jak ją opisać, jak udokumentować pochodzenie, jak nie wpakować się w „regulaminy”, które udają prawa autorskie?
Najprostsza zasada, która oszczędza czas i nerwy, brzmi: najpierw instytucja (katalog i metadane), potem agregator, dopiero na końcu „Internet”. Potrzebny jest plik, który da się obronić w stopce redakcyjnej i w razie pytań: „tak, wiemy, skąd to jest, i na jakich warunkach”.
1) Gdy chcesz jakości i metadanych: repozytoria muzeów i galerii:
Cyfrowe kolekcje muzeów i galerii są najczęściej najbezpieczniejszym startem, bo łączą trzy rzeczy, których potrzebuje książka: opis obiektu, sygnatury/inwentarz oraz sensowna jakość pliku. Metadane rozwiązują 80% problemów redakcyjnych: autor, tytuł, datowanie, technika, wymiary, miejsce przechowania. Bez tego okładka zaczyna żyć własnym życiem, a potem ktoś pyta: „na jakiej podstawie napisaliście, że to z 1912?”.
W praktyce warto trzymać pod ręką polskie repozytoria (Muzeum Narodowe w Krakowie, Cyfrowe MNW, Kolekcje Muzeum Warszawy, Zachęta w wersji otwartej, wMuzeach.pl) i traktować je jak „pierwszy wybór”, szczególnie jeśli:
- potrzebujesz okładki (czyli pliku w dobrej rozdzielczości),
- robisz album/biografię/książkę popularnonaukową z ikonografią,
- zależy Ci na wiarygodnym opisie.
2) Dla tekstów, czasem genialne dla ikonografii: biblioteki cyfrowe
Jeśli polujesz na teksty (książki, czasopisma, broszury, druki ulotne), biblioteki cyfrowe bywają skuteczniejsze niż muzea. Mamy Polonę, Federację Bibliotek Cyfrowych (FBC), regionalne biblioteki cyfrowe, czasem bardzo niszowe, ale świetnie opracowane kolekcje.
Biblioteka cyfrowa często daje:
- stabilny opis bibliograficzny,
- skan w podziale na strony,
- możliwość cytowania źródła „po bożemu”.
Biblioteki cyfrowe są też kopalnią grafiki użytkowej (okładki, ryciny, reklamy prasowe, mapki, winiety). To jest materiał, który potrafi zrobić klimat książki bez sięgania po sztampowe obrazy „z pierwszej strony wyników”.
3) Agregatory: świetne do odkrywania, ale średnie do publikowania „w ciemno”
Agregatory typu Europeana czy portale zbierające muzealne zbiory są idealne jako „wykrywacz metalu”: pokazują, co istnieje i gdzie leży. Ale publikacyjnie bywa tak: agregator prowadzi Cię do źródła, a źródło dopiero mówi prawdę o warunkach pliku.
Finalną decyzję podejmuj na stronie instytucji, która naprawdę trzyma obiekt i plik.
4) Wikimedia Commons: najlepsze jako szybka mapa, ale wymaga czujności (i to podwójnej)
Wikimedia Commons jest niezastąpiona, bo:
- ma masę plików,
- ma kategorie tematyczne,
- pozwala szybko przeskakiwać między autorami, dziełami i instytucjami,
- często prowadzi do skanów i repozytoriów, których w innym wypadku byś nie znalazł.
Ale Commons to nie jest „święta domena prawdy objawionej”. To jest narzędzie, które działa genialnie, jeśli masz nawyk robienia trzech krótkich kontroli:
Skąd jest plik?
Jeśli plik jest „uploaded by” z niejasnym pochodzeniem, a nie z instytucji, to powinno zapalić się żółte światło. Najbezpieczniejsze są pliki, które:
- mają wskazane źródło instytucjonalne,
- mają sensowne metadane,
- są powiązane z obiektem, który można znaleźć w katalogu muzeum/biblioteki.
Co dokładnie jest w domenie?
Domena publiczna dotyczy dzieła, ale plik może być:
- fotografią dzieła (czasem neutralną, czasem twórczą),
- skanem publikacji,
- cyfrową rekonstrukcją lub obróbką.
W praktyce: jeśli planujesz okładkę, chcesz uniknąć sytuacji, w której „dzieło jest wolne”, ale konkretne zdjęcie dzieła ma ograniczenia (albo ktoś narzucił warunki użycia w opisie). Commons często to opisuje. Trzeba tylko to czytać.
Czy to na pewno ta wersja, której potrzebujesz?
Liczy się nie tylko „czy wolne”, ale też: czy plik się nadaje. Commons bywa pełne:
- plików w słabej rozdzielczości,
- wariantów z dziwną korekcją kolorów,
- przycięć, które niszczą kompozycję.
Dlatego Commons jest świetne do researchu, ale jeśli to ma iść na okładkę, często lepiej potraktować je jako drogowskaz do źródła instytucjonalnego, które ma wersję lepszą.
5) „Public domain” nie kończy się na prawie autorskim: dochodzą regulaminy i warunki użycia pliku
Nawet jeśli dzieło jest w domenie, instytucja może publikować plik w określony sposób (np. prosić o podpis, link, podanie numeru inwentarzowego). To nie zawsze jest „prawo autorskie” w sensie ścisłym, ale jest realnym warunkiem relacji z instytucją i wizerunkowo lepiej tego nie ignorować.
Wydawniczo działa to tak: w stopce ilustracji dajesz czytelny kredyt:
- autor dzieła, tytuł, data (jeśli znana),
- instytucja/kolekcja,
- sygnatura/numer inwentarzowy (jeśli podany),
- źródło pliku (repozytorium/strona).
To jest mały wysiłek, a robi orgomną różnicę.
6) 6 pytań, które warto sobie zadać
Wystarczy krótka checklista:
- Czy znam autora i datę śmierci (lub pewny status domeny)?
- Czy to jest oryginał dzieła, czy opracowanie (np. rekonstrukcja, redakcja, wybór)?
- Czy plik pochodzi z instytucji albo ma wiarygodne źródło?
- Czy opis licencji/warunków jest jasny i spójny?
- Czy rozdzielczość i jakość są wystarczające do druku?
- Czy elementy „dodatkowe” (podpisy, wstępy, układ, ilustracje) nie są przypadkiem chronione osobno?
Gdzie szukać tekstów w domenie publicznej za granicą?
Jeśli chodzi o teksty w domenie publicznej, zagraniczne zasoby bywają dla wydawców po prostu skuteczniejsze niż polskie. Zwłaszcza przy autorach XX wieku. Ale repozytorium to punkt startu, nie gwarancja statusu prawnego w Polsce. Najpierw znajdujemy tekst, dopiero potem sprawdzamy, czy można go wydać.
Największym i najbardziej oczywistym miejscem jest Internet Archive. To ogromny magazyn książek, czasopism i druków z całego świata. Idealny do odkrywania zapomnianych autorów i sprawdzania pierwszych wydań. Trzeba tylko pamiętać, że część materiałów jest tam dostępna dlatego, że są legalne w USA – co nie zawsze oznacza, że są wolne w UE.
Jeśli chcesz czystych tekstów literackich, bez cudzych przypisów i redakcyjnych dodatków, najbezpieczniejszy jest Project Gutenberg. To klasyka domeny publicznej. Dobre źródło do wznowień i nowych przekładów, zwłaszcza literatury XIX i wczesnego XX wieku. Mniej przydatny dla autorów zmarłych po 1940 roku.
Do tekstów z pierwszej połowy XX wieku bardzo często prowadzi HathiTrust. To konsorcjum bibliotek akademickich, które ma doskonałe metadane i dostęp do oryginalnych wydań. Część treści bywa zablokowana regionalnie, ale jako narzędzie weryfikacyjne (co, kiedy, gdzie wydano) jest nie do przecenienia.
Jeśli interesują Cię konkretne obszary językowe, najlepiej sięgać po repozytoria narodowe. We Francji wzorcowo działa Gallica – świetna do literatury, eseistyki i dokumentów XX wieku. Dla tekstów niemieckojęzycznych sensownym zapleczem są Deutsche Digitale Bibliothek i Zeno.org, a dla hiszpańskojęzycznych Biblioteca Digital Hispánica.
Tekst dostępny online ≠ tekst w domenie publicznej w Polsce. Repozytoria pomagają znaleźć materiał i ustalić fakty, ale decyzję wydawniczą zawsze trzeba opierać na dacie śmierci autora i prawie obowiązującym w UE. Jeśli potraktujesz te źródła jako mapę, a nie skrót prawny, domena publiczna zaczyna naprawdę pracować na naszą korzyść.
Ten materiał ma charakter informacyjny i porządkuje typowe ryzyka. Przy projektach spornych – dużej skali dystrybucji, nietypowych źródłach plików czy ekspansji na rynek amerykański – rozsądnym krokiem pozostaje konsultacja z prawnikiem specjalizującym się w prawie własności intelektualnej.
Źródła:
- 2026 w domenie publicznej – Wikipedia
- Art. 5. – Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych
- Australijskie Stowarzyszenie Bibliotek (ALIA)
- Chris Sigallosa, Public Domain Day 2026 Is Coming, Copyright Lately [dostęp: 13.01.2026].
- Free Library of Philadelphia
- Open Research Loughborough University
- Raport Public Domain Day 2026
- The Public Domain Review
- WIPO Lex
- Zasada terytorialności i zasada ochrony lex loci | CCdigitallaw
Grafiki powstały przy pomocy AI.






