Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Co sądy, klasztory i warsztaty mówią o kobietach średniowiecza?

24 min czytania

Sądy zapisywały ich konflikty, klasztory przechowywały ślady nauki, a warsztaty i rachunki ujawniały pracę. W książce Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny Anna Brzezińska rekonstruuje losy pięćdziesięciu kobiet i pokazuje, jak wiele z życia średniowiecza zachowało się przypadkiem. To opowieść o kobietach, a zarazem o archiwum, które dostrzega człowieka szczególnie wyraźnie, gdy staje się on sprawą dla prawa, Kościoła albo rynku.

Około 870 roku młoda uczennica z opactwa w Essen napisała do swojej nauczycielki. Prosiła o zgodę na całonocne czuwanie u boku pani Adalu. Obiecywała, że przez całą noc będzie czytała i śpiewała na chwałę Boga.

Jej słowa przetrwały na luźnej karcie pergaminu umieszczonej w kodeksie z komentarzami biblijnymi. Pisała poprawną, prostą łaciną. Znała litery, potrafiła ułożyć prośbę, a przy tym wyraźnie zależało jej na lekturze. Tyle wiadomo.

Imię dziewczyny zaginęło. Nie znamy jej wieku, rodziny ani dalszych losów. Mogła pozostać w opactwie. Mogła zostać zabrana do domu i wydana za mąż. Mogła zarządzać majątkiem, zostać opatką albo umrzeć młodo. Każdy z tych wariantów jest możliwy, żadnego nie potwierdza źródło.

Pozostało kilka zdań oraz obraz dziewczyny, która chciała czytać dłużej, niż przewidywał klasztorny porządek. Od niej Anna Brzezińska rozpoczyna Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet. Potem prowadzi opowieść przez sześć stuleci: od uczennicy z Essen do florenckiej dominikanki Marietty di Jacopo Bellaci, która w 1482 roku składała z czcionek poemat Morgante. Pierwsza bohaterka chciała czytać. Ostatnia uczestniczyła w produkcji drukowanej książki.

Pomiędzy nimi pojawiają się mniszki, lekarki, kupczynie, położne, rzemieślniczki, niewolnice, pisarki, matki, kochanki i żony. Jedne posiadały ziemię, pieniądze oraz wpływowych krewnych. Inne mogły zostać sprzedane, pobite albo zmuszone do małżeństwa. Część mówiła własnym głosem. O pozostałych opowiadali sędziowie, inkwizytorzy, mężowie, sąsiedzi, urzędnicy i duchowni.

Co pokazują „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny”?

Książka składa się z pięćdziesięciu rozdziałów ułożonych chronologicznie. Każdy wyrasta z pojedynczego zdarzenia: procesu, listu, cudu, umowy, przestępstwa, porodu, sporu o zapłatę albo krótkiej wzmianki pozostawionej przez samą bohaterkę.

Margaret of Beverley założyła garnek zamiast hełmu i broniła Jerozolimy. Ela Longespée objęła urząd szeryfa Wiltshire. Marguerite Porete spłonęła razem ze swoją książką. Jacoba Felicie de Almania leczyła paryżan bez zezwolenia uniwersytetu. Agnes Haukyn domagała się środków na utrzymanie dziecka. Jeanne de Montbaston iluminowała rękopisy obscenicznymi rysunkami. Margery Nesfeld próbowała uzyskać separację od brutalnego męża. Lucrècia wyceniła karmienie własnego syna. Teresa de Cartagena pisała o chorobie, głuchocie i samotności.

Pojedyncze zdarzenie otwiera szerszy temat. Proces lekarki prowadzi do historii profesjonalizacji medycyny. Sprawa maltretowanej żony odsłania średniowieczne prawo małżeńskie. Pozew o zapłatę za karmienie dziecka pokazuje ekonomiczny wymiar macierzyństwa. Dzieje zakonnicy składającej druk pozwalają zobaczyć klasztor jako szkołę, właściciela nieruchomości, przedsiębiorstwo oraz uczestnika rynku książki.

Brzezińska korzysta z mikrohistorii, choć sama książka ma rozmach syntezy. Jedna bohaterka nie reprezentuje całej epoki. Pozwala za to dokładnie obejrzeć niewielki fragment jej świata: relacje sąsiedzkie, procedury sądowe, organizację warsztatu, język przemocy, rodzinne negocjacje albo praktyczne skutki kościelnych przepisów.

Autorka świadomie wybrała formę literacką i zrezygnowała z aparatu naukowego rozłożonego na każdej stronie. Na końcu tomu umieściła obszerną bibliografię przyporządkowaną poszczególnym postaciom oraz zagadnieniom. Wyjaśnia również, że książka wyrosła z lektury prac naukowych, źródeł z epoki i badań szczegółowych, które rzadko docierają do szerokiego obiegu.

Ten wybór ma wyraźne konsekwencje. Czytelnik dostaje ludzi, sceny i konflikty zamiast katalogu instytucji. Jednocześnie barwna narracja musi stale pilnować granicy między tym, co zapisano, a tym, co da się jedynie przypuszczać.

Brzezińska często zatrzymuje opowieść krótkim: nie wiemy.

Kobiety średniowiecza poza jednym schematem

Szkolny obraz kobiety średniowiecznej jest dość trwały. Młoda, niepiśmienna, podporządkowana ojcu, a potem mężowi. Rodzi dzieci, wykonuje obowiązki domowe i pozostaje poza życiem publicznym. Jeżeli trafia do większej opowieści, występuje jako królowa, święta, czarownica albo ofiara.

Każdą część tego obrazu można poprzeć źródłami. Całość jest jednak zbyt szeroka, by wyjaśnić życie kobiet na przestrzeni kilkuset lat.

Mieszkanka IX-wiecznej Saksonii podlegała innym prawom oraz obyczajom niż kobieta żyjąca w XV-wiecznej Florencji. Los niewolnej chłopki nie przypominał życia bogatej wdowy. Opatka cesarskiego klasztoru miała inne możliwości niż służąca, prostytutka, córka rzemieślnika, żona kupca czy mieszkanka górskiej wsi.

Płeć była jednym z elementów określających pozycję. Równie ważne mogły się okazać majątek, pochodzenie, stan cywilny, wyznanie, zdrowie, miejsce zamieszkania, lokalne prawo oraz rodzinne powiązania.

Arystokratyczna opatka z Essen miała niewiele wspólnego z niewolną chłopką należącą do majątku opactwa. Pierwsza mogła zarządzać ziemią, utrzymywać kontakty z dworem i uczestniczyć w polityce dynastycznej. Druga pozostawała niemal niewidoczna dla źródeł. Brzezińska podkreśla, że zachowana dokumentacja znacznie lepiej pokazuje kobiety należące do elit, co przez długi czas tworzyło wrażenie, jakby historię kobiecą budowały głównie królowe oraz święte.

Problem dotyczy również samego słowa „zwykłe”. Bohaterki książki pozostają poza kanonem, lecz wiele z nich znalazło się w sytuacjach dalekich od przeciętności. Kobieta broniąca Jerozolimy, zakonnica próbująca odprawić mszę, autorka traktatu teologicznego czy uczestniczka kradzieży korony nie tworzą statystycznego obrazu średniowiecznej codzienności.

Ich zwykłość ma inne znaczenie. Nie były władczyniami, których biografie przetrwały w wielu kronikach. Część znamy z jednego procesu, testamentu, rachunku albo listu. Pojawiają się na chwilę, po czym znów znikają.

Nie tworzyły także zgodnej wspólnoty. Jedne szukały schronienia w klasztorach, inne próbowały się z nich wydostać. Część obawiała się małżeństwa, część pozywała mężczyzn, by doprowadzić do ślubu. Pomagały sobie, pożyczały pieniądze, zeznawały na rzecz sąsiadek i prowadziły wspólne interesy. Potrafiły również donosić, wykorzystywać służbę, uczestniczyć w handlu niewolnikami i wymierzać brutalne kary innym kobietom.

Brzezińska nie buduje galerii średniowiecznych patronek współczesnej emancypacji. Jej bohaterki bywają odważne, sprytne i uparte. Bywają też okrutne, chciwe, religijnie fanatyczne, agresywne albo obojętne na cudzą krzywdę.

Przywrócenie komuś miejsca w historii nie oznacza automatycznego wystawienia pomnika.

Archiwum pamięta konflikt lepiej niż codzienność

Uczennica z Essen miała rzadkie szczęście. Jej prośba przetrwała przypadkiem, ponieważ kartę włożono do kodeksu przechowywanego przez stulecia w klasztornej bibliotece.

Większość bohaterek Brzezińskiej weszła do dokumentów mniej spokojną drogą. Zostały oskarżone, pozwane albo same wszczęły postępowanie. Pojawiły się w księdze cechowej, umowie, rejestrze podatkowym, rachunku, zeznaniach inkwizycyjnych lub protokole sądowym.

Archiwa nie powstawały z myślą o przyszłej historii codzienności. Instytucja gromadziła informacje potrzebne do rozstrzygnięcia określonej sprawy. Sąd interesowały zarzuty, dowody i odpowiedzialność. Cech sprawdzał prawo do produkcji oraz sprzedaży. Kościół badał ważność małżeństwa, herezję, seksualność i moralność. Urząd chciał wiedzieć, kto posiada ziemię, komu należy się zapłata i kto zalega z podatkiem.

Dzień kobiety, która nakarmiła rodzinę, sprzedała kilka bochenków chleba, naprawiła ubranie i bez awantury poszła spać, nie potrzebował protokołu. Nóż wyciągnięty podczas kłótni, nieuznane dziecko, spór o pensję, nielegalny warsztat albo zakazana praktyka lekarska produkowały dokumenty.

Historia codzienności powstaje więc często ze zdarzeń, które tę codzienność przerwały.

Brytyjskie Archiwum Narodowe pokazuje podobny mechanizm na przykładzie średniowiecznych dokumentów dotyczących ziemi i pieniędzy. Kobiety pojawiają się w nich jako wdowy zarządzające majątkiem, strony transakcji, właścicielki pieczęci oraz osoby kontynuujące rodzinne interesy. Dokument odsłania fragment ich pozycji, lecz zazwyczaj milczy o całej reszcie życia.

Nawet obszerny protokół sądowy nie stanowi wiernego zapisu wypowiedzi. Zeznania mogły być tłumaczone na łacinę, skracane, porządkowane i dopasowywane do formularza. Pytania wynikały z procedury. Pełnomocnik podpowiadał argumenty zwiększające szanse strony. Inkwizytor szukał poglądów odpowiadających znanej mu definicji herezji. Pisarz zachowywał informacje istotne dla urzędu.

Za zdaniem przypisywanym kobiecie mogły więc stać jej doświadczenie, język prawnika, pytanie sędziego i ręka kancelisty. Brzezińska czyta te dokumenty z dużą ostrożnością. Wskazuje, kto sporządził relację, komu służyła i jakie interesy mogły wpływać na jej treść. Nie próbuje zamknąć każdej sprawy jednoznaczną puentą. Czasami nie znamy wyroku. Czasami giną dalsze losy. Czasami dwie wersje wydarzeń pozostają równie prawdopodobne.

Przeszłość jest równie skomplikowana i niejednoznaczna jak teraźniejszość — pisze po historii uczennicy z Essen. To zdanie wyznacza metodę całej książki. Archiwum przechowuje rzadko całe życie. Zwykle zachowuje moment, w którym człowiek stał się sprawą dla sądu, urzędu, cechu albo Kościoła.

Margery Nesfeld i przemoc opisana jako karcenie

W 1396 roku Margery Nesfeld z Yorku zażądała przed sądem kościelnym separacji od męża. Twierdziła, że Thomas bił ją pałką, zranił sztyletem i złamał kość w ramieniu. Bała się, że zostanie zabita. Dwie sąsiadki potwierdziły napaść. Średniowieczny sąd kościelny nie udzielał rozwodu rozumianego według dzisiejszych zasad. W wyjątkowych okolicznościach mógł orzec separację od stołu i łoża. Małżonkowie otrzymywali prawo do osobnego zamieszkania, ale pozostawali związani i nie mogli zawrzeć kolejnych małżeństw.

Powodem separacji mogły być cudzołóstwo, herezja, apostazja albo ciężkie okrucieństwo. Sądy podchodziły do takich wniosków z niechęcią. Znacznie częściej próbowały doprowadzić zwaśnioną parę do pojednania i wspólnego życia. Thomas nie zaprzeczał całkowicie, że uderzał żonę. Wybrał skuteczniejszą linię obrony. Przekonywał, że Margery nie katował, tylko ją karcił. Miała wychodzić z domu bez pozwolenia, sprzeciwiać się jego poleceniom, przeklinać i grozić mu śmiercią. On, jako głowa rodziny, korygował zachowanie nieposłusznej żony. Agresja została opisana jako narzędzie wychowawcze, a pobita kobieta jako źródło domowego chaosu. Złamana ręka przestała być jedynym przedmiotem postępowania. Sąd oceniał również, czy Margery zachowywała się zgodnie z rolą dobrej żony i czy Thomas przekroczył granice mężowskiej władzy.

Ówczesne prawo oraz nauczanie Kościoła potępiały skrajne okrucieństwo. Od porządnego gospodarza oczekiwano panowania nad sobą, troski o domowników i ochrony ich życia. Sąsiedzi, krewni, duchowni oraz członkowie cechu potrafili interweniować. Mąż, który okaleczył żonę, mógł zapłacić grzywnę albo złożyć zabezpieczenie mające powstrzymać kolejne ataki.

Równocześnie fizyczne „korygowanie” żony bywało akceptowane, jeśli mąż przedstawiał je jako odpowiedź na grzech, bunt lub zaniedbanie. Granica między karceniem a okrucieństwem zależała od reputacji stron, siły świadków, pomocy prawnej oraz oceny sędziego.

Margery przegrała. Sąd odmówił separacji. Thomas miał jedynie zobowiązać się do właściwego traktowania żony i przedstawić finansowe zabezpieczenie. Margery zapowiadała apelację do Rzymu, lecz dalszych kroków nie udało się odtworzyć.

Jej historia pozostaje bliska współczesności ze względu na sposób opisywania przemocy. Sprawca przenosi uwagę z własnych czynów na zachowanie ofiary. Agresja staje się reakcją na prowokację. Kontrola zostaje przedstawiona jako troska. Odpowiedzialność rozpływa się w opowieści o trudnym charakterze kobiety.

Zmieniły się przepisy i instytucje. Ten język nadal brzmi znajomo. Brzezińska dodaje jednak istotne zastrzeżenie. Akta sądowe pokazują pary pozostające w poważnym konflikcie. Nie pozwalają ustalić, jak często dochodziło do przemocy w całym społeczeństwie ani uznać każdego średniowiecznego małżeństwa za przestrzeń codziennego terroru. Dokumenty przechowują przypadki, które dotarły do urzędu. Spokojne relacje rzadziej zostawiały równie obszerne ślady.

Lucrècia i cena macierzyńskiej miłości

W 1474 roku mieszkanka Walencji imieniem Lucrècia urodziła dziecko dominikanina. Ojciec odmówił uznania syna oraz łożenia na jego utrzymanie. Lucrècia publicznie oznajmiła, że także nie zamierza karmić noworodka. Krewna duchownego przyszła do niej i przekonywała, aby dziecko nie ponosiło konsekwencji sporu rodziców. Położnica zgodziła się podać mu pierś, lecz od razu zaznaczyła przy świadkach, że oczekuje zapłaty. Nie przedstawiała karmienia jako odruchu matczynego. Opisywała je jako odpłatne zajęcie wykonywane na podstawie ustnej umowy.

Po osiemnastu miesiącach, kiedy dziecko zostało odstawione od piersi, pozwała kobietę, która miała obiecać jej pensję równą wynagrodzeniu mamki. Jej deklaracja o braku macierzyńskiej miłości brzmi brutalnie, ale miała precyzyjne znaczenie procesowe. Opieka świadczona z rodzinnego przywiązania mogła zostać uznana za bezpłatny obowiązek. Usługa wykonana na podstawie umowy podlegała wycenie.

Lucrècia pilnowała więc, aby uczucie nie odebrało jej prawa do pieniędzy. Podobne roszczenia pojawiały się w piętnastowiecznej Aragonii. Wdowy negocjowały z wykonawcami testamentów zmarłych mężów wynagrodzenie za karmienie dzieci. Umowy zawierały również konkubiny świeckich mężczyzn i duchownych. Część kobiet dochodziła zapłaty w sądzie, a niektórym przyznawano rację.

Wyrok w sprawie Lucrècii zaginął. Zachował się jednak fakt, że sąd potraktował jej pozew poważnie. Rozpatrywał spór o wynagrodzenie za karmienie własnego syna, zamiast z miejsca uznać roszczenie za sprzeczne z naturą macierzyństwa.

Ta historia prowadzi daleko poza obyczaje średniowiecznej Walencji. Pokazuje mechanizm, przez który część pracy traci ekonomiczną widzialność. Gotowanie, sprzątanie, opieka nad dzieckiem, pielęgnowanie chorego i organizowanie życia domu posiadają wymierną wartość, gdy wykonuje je zatrudniona osoba. W rodzinie łatwo stają się obowiązkiem wynikającym z uczucia.

Miłość może być wtedy bardzo użyteczną walutą. Szczególnie dla osoby, która nie musi za nic płacić.

Lucrècia rozdzieliła emocję od kosztu. Przypomniała również, że dziecko nie pojawiło się bez udziału ojca, choć odpowiedzialność za jego przetrwanie próbowano przerzucić na kobietę leżącą po porodzie.

Brzezińska używa w tym rozdziale współczesnego pojęcia pracy reprodukcyjnej. Termin powstał wiele stuleci później, lecz pozwala uchwycić ekonomiczny sens sporu. Trzeba jedynie pamiętać, że Lucrècia nie formułowała teorii społecznej. Chciała odzyskać konkretną zapłatę od konkretnej osoby. I miała świadków.

Jacoba Felicie de Almania, czyli wiedza bez licencji

W 1322 roku paryski sąd kościelny ekskomunikował Jacobę Felicie de Almania i skazał ją na grzywnę za prowadzenie praktyki medycznej bez zezwolenia. Jacoba odwiedzała pacjentów, badała ich puls oraz mocz, wykonywała badania palpacyjne, przepisywała lekarstwa i obserwowała przebieg kuracji. Ustalała wynagrodzenie płatne po osiągnięciu rezultatu. Świadkowie twierdzili, że pomogła osobom, z którymi nie poradzili sobie lekarze kształceni na uniwersytecie.

Nie ograniczała się do położnictwa i chorób kobiet. Leczyła rany, wrzody, gorączkę, paraliż oraz schorzenia wewnętrzne. Jej pacjentami byli mężczyźni i kobiety. Pozew wniósł Wydział Medycyny Uniwersytetu Paryskiego, posiadający królewski przywilej kontrolowania praktyki lekarskiej w mieście. Akademicy ścigali osoby bez licencji niezależnie od płci. Proces Jacoby nie daje się więc sprowadzić do prostego obrazu kobiety prześladowanej wyłącznie dlatego, że była kobietą. Płeć miała jednak zasadnicze znaczenie dla możliwości zdobycia wymaganych uprawnień.

Uniwersytety nie przyjmowały kobiet. Teoretycznie mogły one uzyskać zgodę po egzaminie przeprowadzonym przez akademickich medyków. Paryscy profesorowie rzadko udzielali podobnych zezwoleń. Powstał więc system wygodny dla instytucji. Legalnie mogła leczyć osoba posiadająca wykształcenie, którego kobieta nie miała prawa zdobyć. Alternatywną licencję wydawali przedstawiciele tej samej grupy zawodowej, która zyskiwała na ograniczeniu konkurencji.

Kontrola kwalifikacji chroniła pacjentów przed szarlatanami. Równocześnie zabezpieczała pozycję uniwersyteckich lekarzy. Obie funkcje mogły istnieć obok siebie. Sama Jacoba nie broniła swobody leczenia dla każdego. Pogardliwie wypowiadała się o ignorantach podejmujących praktykę bez potrzebnej wiedzy. Uważała jednak, że sama tę wiedzę posiada, a jej skuteczność potwierdzają pacjenci.

W obronie powołała ośmioro świadków. Siedmiu było jej pacjentami, ósma osoba żoną jednego z nich. Opowiadali o skuteczności leczenia, a nie o płci lekarki. Oskarżenie odpowiedziało argumentem, że kobiety są wyłączone z praktyki prawa oraz składania części zeznań, więc powinny zostać odsunięte również od medycyny. Rzekomy brak rozumu i wiedzy miał czynić z nich zagrożenie dla życia pacjentów oraz własnego zbawienia.

Sąd przyjął stanowisko uniwersytetu. Jacoba przegrała mimo braku dowodów, że komukolwiek zaszkodziła. Zeznania wskazywały wręcz, że leczyła skutecznie i odbierała klientów licencjonowanym medykom. Jej historia pokazuje, że formalny tytuł może potwierdzać kompetencję, ale brak tytułu bywa również skutkiem systemu, który wcześniej zamknął komuś drogę do edukacji. Biurokracja stworzyła konstrukcję szczelną: wymagano dokumentu, którego kobieta nie mogła zdobyć, po czym brak dokumentu przedstawiano jako dowód jej nieprzygotowania.

Klasztor jako szkoła, schronienie i przedsiębiorstwo

Żeńskie klasztory pojawiają się w popularnych opowieściach głównie jako miejsca zamknięcia. Brzezińska pokazuje znacznie bardziej złożony obraz. Dla kilkuletniej dziewczynki oddanej do wspólnoty zakonnej klasztor mógł oznaczać życie wybrane przez rodzinę. Mógł też chronić przed małżeństwem, przemocą, wojną albo biedą. Zapewniał dostęp do innych kobiet, edukacji, książek, majątku oraz urzędów niedostępnych wielu świeckim mężatkom. Uczennice z Essen poznawały łacinę, czytały, pisały, śpiewały i przygotowywały się do zarządzania dobrami. Kanoniczki gromadziły książki, tworzyły komentarze, kształciły dziewczęta oraz odbudowywały bibliotekę po pożarze. Wiedzę przekazywano pomiędzy pokoleniami nauczycielek i wychowanek.

Ich pozycja nie była wolna od ograniczeń. Opatki i kanoniczki czerpały swobodę ze szlachetnego pochodzenia, majątku wspólnoty oraz związków z dynastiami. Te same klasztory posiadały ziemię zamieszkaną i uprawianą przez kobiety stojące znacznie niżej w hierarchii. Klasztor mógł więc tworzyć przestrzeń kobiecej władzy, a jednocześnie być częścią systemu opartego na nierówności stanowej.

600 lat po uczennicy z Essen florenckie dominikanki z San Jacopo zarządzały nieruchomościami, zawierały umowy, egzekwowały długi i inwestowały środki w miejski dług publiczny. Prowadziły skryptorium, wytwarzały złote nici, wynajmowały budynki oraz utrzymywały rozbudowane kontakty handlowe z miastem. Sąsiadki powierzały im oszczędności i prosiły o pomoc przy sporządzaniu kontraktów oraz testamentów.

W 1478 roku wspólnota zainwestowała w warsztat drukarski. Przedsięwzięcie funkcjonowało przez osiem lat i wydało około stu tytułów w łącznym nakładzie szacowanym na dwanaście tysięcy egzemplarzy. Drukowano teksty religijne, ulotki, krótkie modlitwy, autorów antycznych oraz popularną literaturę.

Pierwszy duży zakład wydawniczy okazał się bolesną lekcją rynku. Dominikanie wydrukowali kilkaset egzemplarzy żywota Świętej Katarzyny z Aleksandrii, licząc na szerokie zainteresowanie żeńskich wspólnot religijnych. Mniszki odsyłały egzemplarze okazowe, sprzedaż szła źle, a kapitał ugrzązł w niesprzedanych książkach. Branża wydawnicza znała zwroty jeszcze przed wynalezieniem formularza reklamacyjnego. Po tej porażce drukarnia postawiła na Arystotelesa, Swetoniusza, Ezopa, Ficina i Boccaccia. W murach dominikańskiego klasztoru wydano również Dekameron.

Klasztor nie był więc nieruchomą przestrzenią odciętą od miasta. Stanowił część gospodarki, rynku kredytowego, edukacji i produkcji książek. Świętość, handel i literatura rozrywkowa mieściły się obok siebie całkiem sprawnie.

Teresa de Cartagena pisze z ciszy

Teresa de Cartagena pochodziła z wpływowej kastylijskiej rodziny żydowskich konwertytów. Jej krewni robili kariery w Kościele, dyplomacji i administracji królewskiej. Ona trafiła do klasztoru, prawdopodobnie w ramach rodzinnej strategii wzmacniania pozycji rodu jako prawowiernych chrześcijan. Rodzina mogła planować dla niej urząd opatki. Pomiędzy 1453 a 1459 rokiem Teresa straciła słuch.

W świecie opartym na mówionej liturgii, spowiedzi i codziennej komunikacji ze wspólnotą głuchota oznaczała głębokie wykluczenie. Teresa nie mogła swobodnie uczestniczyć w nabożeństwach ani rozmowach. Kariera klasztorna znalazła się poza jej zasięgiem.

W traktacie Arboleda de los enfermos opisała samotność, którą szczególnie dotkliwie odczuwała wśród ludzi. Pisała o chorych pouczanych przez osoby zdrowe, nieznające ich bólu, a mimo to wymagające cierpliwości, spokoju oraz wdzięczności.

Z czasem cisza stała się dla niej przestrzenią lektury, pisania i doświadczenia religijnego. Teresa przekształciła własną izolację w język, którym mogła mówić do innych cierpiących.

Po publikacji traktatu zakwestionowano jej autorstwo. Wyrafinowane dzieło teologiczne miało przekraczać możliwości kobiety, szczególnie kobiety głuchej. Teresa odpowiedziała kolejnym tekstem, Admiraçión operum Dey. Broniła własnej wiedzy i przypominała, że Bóg udziela jej według swojej woli, zarówno mężczyznom, jak i kobietom.

Musiała udowadniać nie tylko prawdziwość swoich poglądów. Podważono samą możliwość, że była zdolna je sformułować…

Płeć i niepełnosprawność osłabiały jej wiarygodność. Pochodzenie z uczonej, dobrze powiązanej rodziny zapewniało zaś dostęp do nauczycieli, bibliotek i teologicznej tradycji. Teresa pozostawała więc jednocześnie uprzywilejowana i wykluczona.

Brzezińska określa jej tekst jako najwcześniej znany głos głuchej kobiety. Mocny, świadomy własnego doświadczenia i pełen godności.

Ten rozdział wykracza poza prostą historię kobiet. Pokazuje, jak płeć splatała się ze zdrowiem, pochodzeniem oraz dostępem do nauki. Jeden człowiek mógł zajmować wysokie miejsce w hierarchii rodzinnej i równocześnie pozostawać odsunięty od wspólnoty z powodu stanu ciała.

Kobiece ciało pod nadzorem prawa i Kościoła

Znaczna część średniowiecznych dokumentów dotyczących kobiet skupia się na ich ciałach. Dziewictwo, ciąża, poród, gwałt, cudzołóstwo, prostytucja, karmienie, choroba i płodność interesowały prawo, rodzinę oraz Kościół.

Ciało wpływało na dziedziczenie, honor rodu, ważność małżeństwa i pozycję dziecka. Mogło zostać uznane za dowód grzechu, przestępstwa, choroby albo świętości. Oglądali je położne, medycy, sądowi eksperci i świadkowie. Opisywali pisarze oraz duchowni.

Osobiste doświadczenie kobiety często znikało pod kategoriami narzuconymi przez instytucje.

Szczególnie wyraźnie widać to w historii Katheriny Hetzeldorfer, oskarżonej o relacje seksualne z kobietami. Zeznania próbowały wyjaśnić więzi jednopłciowe poprzez znany model, w którym jedna osoba musiała przyjąć rolę aktywną, utożsamianą z męskością.

Źródła koncentrowały się na czynach oraz naruszeniu porządku. Niewiele mówiły o uczuciach, trwałości relacji i sposobie, w jaki same kobiety rozumiały swoje doświadczenia.

Współczesnych kategorii orientacji seksualnej i tożsamości płciowej nie da się po prostu przenieść do XV wieku. Całkowite pozostawienie dawnych ludzi w języku sędziów i moralistów prowadziłoby jednak do kolejnego zniekształcenia.

Brzezińska zachowuje ostrożność. Opisuje zachowania, język dokumentów i prawdopodobny kontekst. Unika wydawania bohaterkom współczesnych deklaracji tożsamościowych. Dzięki temu różnorodność doświadczeń pozostaje widoczna, a średniowiecze nie zostaje sztucznie przepisane na dzisiejsze pojęcia.

Podobna ostrożność przydaje się przy historii ciąży, gwałtu oraz macierzyństwa. Dokument prawny może opisywać ciało bardzo dokładnie, a jednocześnie całkowicie przemilczeć emocje osoby, której dotyczy. Źródło bywa więc jednocześnie szczegółowe i głuche.

Cierpliwe Genowefy i bezwstydne Magdaleny

Tytuł książki można czytać jako skrót dwóch kulturowych ról przygotowanych dla kobiet.

Genowefa reprezentuje cierpliwość, czystość, posłuszeństwo i gotowość do znoszenia cierpienia. Magdalena kojarzona jest z seksualnością, grzechem oraz pokutą. Pomiędzy świętą a bezwstydnicą pozostaje niewiele miejsca dla osoby, która chce zarabiać, czytać, pożądać, leczyć albo dochodzić zapłaty.

Bohaterki Brzezińskiej wykorzystują dostępne role, ponieważ za ich pomocą można było przemówić do sądu, rodziny lub wspólnoty.

Margery Nesfeld przedstawiała siebie jako słabą i posłuszną ofiarę. Inny wizerunek mógłby zmniejszyć jej szanse na uzyskanie separacji.

Jacoba Felicie de Almania powoływała się na wstydliwość pacjentek. Argumentowała, że kobiece ciała powinny badać lekarki, ponieważ kontakt z męskim medykiem mógł naruszać skromność chorych.

Lucrècia odrzucała figurę bezinteresownie kochającej matki, ponieważ przyjęcie jej pozbawiałoby karmienie wartości ekonomicznej.

Christine de Pizan przybierała pozę skromnej, słabo wykształconej niewiasty, po czym wykorzystywała ją do precyzyjnego podważania argumentów uczonych mężczyzn. Gdy jej oponent zasugerował, że po prostu nie zrozumiała książki, upubliczniła korespondencję i przekazała ją królowej Izabeli Bawarskiej.

Sprawczość często polegała na poruszaniu się w obrębie obowiązujących zasad. Kobieta dobierała język, rolę oraz argumenty, które instytucja była gotowa przyjąć. Otwarty sprzeciw mógł skończyć się klęską. Zręczne wykorzystanie stereotypu czasami dawało pieniądze, ochronę albo prawo do dalszego prowadzenia sprawy.

Od uczennicy z Essen do zecerki Marietty

Ostatnią bohaterką książki jest Marietta di Jacopo Bellaci, dominikanka z florenckiego klasztoru San Jacopo.

W 1481 roku zakonna drukarnia rozpoczęła przygotowanie Morgante Luigiego Pulciego, popularnego poematu rycerskiego o przygodach paladynów Karola Wielkiego. Wykwalifikowany zecer zawiódł, więc część jego zadań przejęła Marietta.

Składała tekst z metalowych czcionek i otrzymała za tę pracę prawie cztery floreny. Wynagrodzenie było niższe niż pensja świeckiego fachowca, ale Marietta miała mniejsze doświadczenie i nie wykonywała wszystkich etapów produkcji. Inne siostry także pomagały przy składzie książek. Prawdopodobnie uzupełniały ręcznie inicjały pozostawione w drukowanych tomach.

Marietta została później dwukrotnie przeoryszą. Zmarła w 1530 roku, mając osiemdziesiąt trzy lata.

Klamra spinająca książkę jest czytelna. Bezimienna dziewczyna z Essen chciała czytać po łacinie. Sześćset lat później Marietta uczestniczyła w mechanicznym powielaniu literatury popularnej. Nie tworzy to prostej historii wyzwolenia. Pomiędzy IX a XV wiekiem kobiety zdobywały przestrzeń, traciły ją, omijały zakazy i korzystały z przywilejów wynikających z pozycji społecznej. Dostęp do wiedzy zmieniał się wraz z reformami Kościoła, rozwojem miast, profesjonalizacją zawodów oraz przemianami gospodarczymi.

Obie kobiety łączy jednak obieg wiedzy przechowywany przez żeńskie wspólnoty. Zakonnice czytały, kopiowały kodeksy, prowadziły rachunki, pisały listy, tworzyły poezję, wystawiały sztuki i pozostawiały notatki na marginesach. Prasa drukarska przyspieszyła rozpowszechnianie książek, lecz nie stworzyła kobiecej kultury pisma od zera.

Późniejsza pamięć chętniej zachowywała nazwiska autorów, duchownych i właścicieli warsztatów niż nauczycielek, kopistek, iluminatorek oraz zecerek. Brzezińska przesuwa więc uwagę z gotowego dzieła na całą sieć pracy potrzebnej do jego powstania i przetrwania. Za książką stoi więcej osób niż nazwisko na okładce. Tak było w XV wieku. I jakoś nie przestało.

Co książka zmienia w historii średniowiecza?

Historia kobiet bywa traktowana jako osobna półka: dodatek do polityki, wojen, gospodarki i kultury. Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny pokazują, że po wprowadzeniu kobiet do opowieści zmienia się obraz całej epoki.

Gospodarka przestaje składać się wyłącznie z kupców i mistrzów cechowych. Pojawiają się żony prowadzące rodzinne warsztaty, wdowy kontynuujące interesy, oberżystki, piwowarki, tkaczki, bankierki oraz handlarki. Historia medycyny obejmuje profesorów uniwersyteckich, lecz także praktyczki pozbawione licencji, położne, uzdrowicielki i pacjentki wykorzystujące sądy do obrony własnego bezpieczeństwa. Klasztory przestają przypominać wyłącznie zamknięte cele. Stają się szkołami, bibliotekami, właścicielami ziemi, instytucjami finansowymi, warsztatami oraz miejscami kobiecej administracji. Historia literatury poszerza się o czytelniczki, kopistki, iluminatorki, właścicielki książek i kobiety składające druk.

Podobny kierunek można dostrzec w międzynarodowych projektach muzealnych i archiwalnych. Wystawa Medieval Women: In Their Own Words, prezentowana w British Library od października 2024 do marca 2025 roku, zgromadziła ponad 140 rękopisów, druków i przedmiotów związanych z kobietami różnych stanów, religii oraz kultur. Pokazywała ich udział w medycynie, pracy, literaturze, polityce, życiu rodzinnym i religijnym.

Za tym zainteresowaniem stoją dekady badań nad testamentami, rachunkami, dokumentami majątkowymi, księgami cechowymi, korespondencją i aktami procesowymi. Zmiana materiału źródłowego przyniosła zmianę pytań.

Kto wykonywał pracę, choć formalnym właścicielem warsztatu był mężczyzna? Kto posiadał praktyczną wiedzę, a kto wydawał zezwolenia? Kto zajmował się dziećmi i chorymi bez wynagrodzenia? Czyj głos zapisał urzędnik? Dlaczego określone zachowanie zostało uznane za grzech albo przestępstwo?

Historia kobiet przestaje wtedy pełnić funkcję dopisku. Staje się historią prawa, gospodarki, medycyny, rodziny, książki i władzy.

Gdzie książka Anny Brzezińskiej skraca dystans trochę za mocno?

Literacka forma jest dużą siłą książki. Brzezińska potrafi zbudować scenę z drobnego zapisu, a następnie przejść do prawa, obyczaju i gospodarki bez zmieniania tekstu w akademicki wykład. Humor odsłania absurd przepisów oraz interesy ukryte pod moralnymi uzasadnieniami. Ta sama metoda niesie kilka problemów.

Pierwszym jest rytm. Pięćdziesiąt rozdziałów korzysta z podobnej konstrukcji: mocne wydarzenie, próba rekonstrukcji biografii, szerszy kontekst i wyraziste zakończenie. Przy lekturze rozłożonej na kilka tygodni układ sprawdza się bardzo dobrze. Czytany bez przerw może stać się przewidywalny, a część postaci zaczyna się zlewać.

Drugim problemem pozostaje słowo „zwykłe”. Bohaterki są zwykłe w znaczeniu pozakanonicznym. Źródła wybierały jednak osoby, które wdały się w konflikt, naruszyły normę albo znalazły się w sytuacji dobrze udokumentowanej. Codzienność cichej chłopki nadal pozostaje słabiej widoczna niż proces przedsiębiorczej mieszczki.

Trzecia trudność wynika z rozpiętości materiału. Saksonia IX wieku, Anglia okresu krucjat, czternastowieczny Paryż, Walencja i Florencja u schyłku średniowiecza tworzą różne światy prawne oraz społeczne. Chronologia porządkuje lekturę, ale szybkie przechodzenie pomiędzy regionami może chwilami zacierać skalę różnic.

Czwarta kwestia dotyczy współczesnych pojęć. Praca reprodukcyjna, monopol zawodowy, rynek usług i publiczna ochrona zdrowia pomagają szybko zrozumieć dawny mechanizm. Mogą też sugerować większą ciągłość idei, niż pozwalają źródła. Lucrècia wyceniała karmienie, lecz nie tworzyła teorii ekonomii opieki. Jacoba broniła kompetencji, ale nie odrzucała kontroli jakości leczenia.

Brzezińska zwykle zaznacza ten dystans. Czasem ironiczna puenta zamyka sprawę mocniej, niż wynika to z niejednoznacznego dokumentu.

Czytelnik przyzwyczajony do książek naukowych może również odczuć brak przypisów bezpośrednio wskazujących źródło konkretnej informacji. Bibliografia jest rozbudowana i dobrze uporządkowana, ale samodzielne sprawdzenie pojedynczego szczegółu zajmuje więcej czasu. Autorka opisuje ten wybór otwarcie: zależało jej na przyjaznej, literackiej formie oraz popularyzacji badań.

To cena szerokiej opowieści skierowanej do odbiorcy spoza akademii. Warto ją nazwać, bo książka sama zachęca do uważnego patrzenia na sposób wytwarzania wiedzy.

Czy warto przeczytać „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny”?

Książka Anny Brzezińskiej daje szeroki, źródłowo zakorzeniony obraz życia kobiet w średniowiecznej Europie. Łączy mikrohistorię, historię społeczną i popularyzację badań, zachowując język dostępny dla osoby bez przygotowania mediewistycznego.

Jej wartość wykracza poza zebranie pięćdziesięciu barwnych życiorysów. Po lekturze trudniej opowiadać średniowiecze wyłącznie przez królów, rycerzy, papieży oraz wojny. W tle wielkich wydarzeń pojawiają się kobiety prowadzące rachunki, podpisujące umowy, handlujące, leczące, produkujące książki, pozywające mężczyzn, wychowujące dzieci i próbujące wydostać się z przemocy.

Autorka nie romantyzuje ich położenia. Prawa i obyczaje ograniczały kobiecą samodzielność, a przewaga mężczyzn była wpisana w rodzinę, Kościół, edukację oraz rynek zawodowy. Jednocześnie zakres zależności zmieniał się wraz z pochodzeniem, majątkiem, wdowieństwem, przynależnością do wspólnoty religijnej i lokalnym prawem.

Książka nie przedstawia ukrytego średniowiecznego feminizmu. Pokazuje sprawczość rozumianą jako korzystanie z dostępnych narzędzi: pozwu, kontraktu, rodzinnych kontaktów, majątku, religijnej retoryki albo reputacji.

Czasem przynosiło to zwycięstwo. Czasem jedynie możliwość wypowiedzenia skargi przed sądem, który i tak stawał po stronie silniejszego.

Czytelnicy szukający zwartej syntezy mogą poczuć przesyt liczbą historii. Osobom nastawionym na akademicką analizę zabraknie przypisów bieżących. Dla zainteresowanych życiem codziennym, historią społeczną, prawem, medycyną i kulturą książki jest to jednak publikacja bogata, inteligentna oraz uczciwa wobec luk w źródłach.

Główna lekcja pozostaje prosta: kobiety były obecne niemal wszędzie. Leczyły, pisały, kupowały, sprzedawały, zarządzały, pozywały, modliły się, kochały, oszukiwały, krzywdziły innych i ratowały siebie.


FAQ: „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny”

O czym jest książka „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny”?

Książka Anny Brzezińskiej przedstawia pięćdziesiąt historii kobiet żyjących w Europie między IX a XV wiekiem. Poszczególne rozdziały opowiadają o pracy, małżeństwie, przemocy, religii, medycynie, seksualności, edukacji, prawie oraz kulturze książki.

Czy „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny” są książką naukową?

Jest to książka popularnonaukowa oparta na źródłach z epoki i badaniach historycznych. Anna Brzezińska zrezygnowała z przypisów bieżących, a na końcu tomu zamieściła bibliografię przyporządkowaną bohaterkom oraz poszczególnym zagadnieniom.

Ile bohaterek opisuje Anna Brzezińska?

Autorka opisuje pięćdziesiąt kobiet. Pierwszą jest bezimienna uczennica z Essen żyjąca około 870 roku, ostatnią florencka dominikanka Marietta di Jacopo Bellaci, która w 1482 roku uczestniczyła w składaniu poematu Morgante.

Jak żyły kobiety w średniowieczu?

Ich warunki życia zależały od pochodzenia, majątku, stanu cywilnego, religii, miejsca zamieszkania oraz lokalnego prawa. Inne możliwości miała opatka zarządzająca klasztornymi dobrami, inne wdowa prowadząca interes, a inne niewolna chłopka.

Czy kobiety w średniowieczu mogły wykonywać zawody?

Tak. Zajmowały się handlem, tkactwem, piwowarstwem, produkcją żywności, medycyną, położnictwem, prowadzeniem oberży, zarządzaniem nieruchomościami i wytwarzaniem książek. Dostęp do cechów, edukacji i licencji zależał od regionu, epoki oraz pozycji społecznej.

Czy kobiety w średniowieczu mogły się uczyć?

Część dziewcząt z elit uczyła się w klasztorach lub korzystała z prywatnych nauczycieli. Zakonnice i kanoniczki czytały po łacinie, kopiowały księgi, prowadziły rachunki, pisały listy oraz kształciły kolejne uczennice.

Dla kogo jest książka Anny Brzezińskiej?

Dla osób zainteresowanych historią kobiet, życiem codziennym, średniowieczem, historią społeczną, prawem, medycyną i kulturą książki. Konstrukcja krótkich mikrohistorii pozwala czytać tom chronologicznie albo wybierać rozdziały według bohaterek oraz tematów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.